Recenzja książki: Tomek Michniewicz, "Samsara. Na drogach, których nie ma"

Tomek w krainie przygód
Bezpretensjonalna kronika, powieść-przewodnik, jaka się marzy każdemu globtroterowi

To nie jest książka zaspokajająca wygórowane, naukowo-poznawcze ambicje wytrawnych czytelników. Bardziej zachęta do wgłębienia się w egzotyczną materię azjatyckiej cywilizacji i odbycia podróży choćby szlakami przetartymi przez autora. Tomek Michniewicz, niespełna 30-letni dziennikarz radiowy, redaktor naczelny portalu KoniecSwiata.net, ma fantastyczny dar przekonywania, że nawet jeśli turystyczne wędrówki są tylko spontaniczną wyprawą przed siebie, bez z góry założonego planu, najlepiej odpowiadają odwiecznej tęsknocie przeżycia wielkiej przygody.

Nie przesadzając z dawkowaniem informacji uświadamiających czytelnikowi ogrom niewiedzy, raczej stara się tylko barwnie opisać daleki, obcy nam świat. Dzięki jego pasji, błyskotliwemu poczuciu humoru oraz umiejętności prowadzenia filmowej narracji Wschód jawi się jako magiczna kraina, w której nie sposób się nie zakochać, nawet jeśli będzie to miłość podszyta strachem i przerażeniem.

„Samsara”, co po hindusku znaczy „nigdy nie wiesz, dokąd trafisz”, tryska optymizmem, wszystkie zaś wyglądające na kompletnie zmyślone i wyśnione opowieści o porywaczach, rabusiach z Angkoru albo obdarzonych nadludzką mocą Ma-song z policzkami przekłutymi mieczami są prawdziwe, w dodatku rzetelnie udokumentowane fotografiami. Bezpretensjonalna kronika, powieść-przewodnik, jaka się marzy każdemu globtroterowi.

Tomek Michniewicz, Samsara. Na drogach, których nie ma, Wydawnictwo otwarte na świat, Kraków 2010, s. 359

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną