Książki

Światem rządzi fallus

Najgłośniejsza powieść Cormaca McCarthy'ego

Wydawnictwo Literackie / materiały prasowe
Wreszcie dostajemy w Polsce najgłośniejszą powieść Cormaca McCarthy’ego. Pisarz rozprawia się w niej z mitem Dzikiego Zachodu.

Westerny przyzwyczaiły nas do malowniczego krajobrazu: senne miasteczka, stacyjki kolejowe, saloony, a w nich poszukiwani listami gończymi przestępcy. Na szczęście zwykle pojawia się szlachetny szeryf albo samotny kowboj, który wymierza sprawiedliwość. W najgłośniejszej powieści Cormaca McCarthy’ego „Krwawy południk” mity Dzikiego Zachodu wyglądają inaczej. Rzecz rozgrywa się w połowie XIX w. na pograniczu amerykańsko-meksykańskim, gdzie grasują bandy łowców skalpów. Pod pozorem obrony pogranicza napadają na wioski indiańskie, na podróżnych, na inne bandy – walczą, z kim popadnie, byle zdobyć złoto. Do takiej bandy zaciąga się główny bohater zwany Dzieciakiem.

Wszyscy należą do wyrzutków i analfabetów, oprócz sędziego Holdena. To postać demoniczna, anioł zła, przewrotny kaznodzieja i morderca, wytrawny tancerz i wykształcony esteta zarazem, który ma władzę nie tylko nad ludźmi. Postać w typie Kurtza z „Jądra Ciemności”. „Już od pierwszych lat należy wrzucać dzieci do dołu z dzikimi psami” – tłumaczy swoim towarzyszom. Dlaczego? Bo w ten sposób dzieci poznają prawdziwe oblicze świata. Sędzia rysuje w swoim notatniku napotkane przedmioty Indian, płaskorzeźby – rysuje i niszczy oryginały. Tym samym niczym demiurg wymazuje ślady ludzkości. W religii, której kapłanem jest sędzia, nie ma przeszłości i przyszłości – jest tylko krew i władza jednego człowieka nad innymi.

Banda rusza w głąb Meksyku, jednak zamiast znanych z filmów konnych eskapad i barwnych potyczek przez ponad 400 stron tej powieści czytelnik uczestniczy w mozolnym posuwaniu się głodnej, brudnej i poranionej hordy, przypominającej dzikie zwierzęta. Idą przez pustynię poznaczoną kośćmi zwierząt i ludzi, rozwleczonymi truchłami, na których żerują sępy. Niewiele różnią się od plemion człekokształtnych z epoki kamienia łupanego.

Cywilizacja to oszustwo, twierdzi McCarthy, ludzkość jest ufundowana na horrorze. Tak było wcześniej i tak będzie w przyszłości – wystarczy przypomnieć sobie postapokaliptyczną powieść „Droga”, za którą McCarthy otrzymał Nagrodę Pulitzera. Pesymistyczne wizje McCarthy’ego w Ameryce mogły działać jak odtrutka na optymizm kultury masowej i na zmitologizowaną wizję przeszłości. „Nie ma życia bez rozlewu krwi. Postulaty, jakoby nasz gatunek można było w jakikolwiek sposób poprawić, że możliwe jest współistnienie w harmonii, uważam za bardzo groźną ideę. Ci, którzy w nią wierzą, są pierwsi w kolejce do zatracenia swoich dusz, do oddania ich w niewolę” – mówił w jednym z nielicznych wywiadów (w ciągu ostatnich 40 lat udzielił tylko dwóch!).

Od czasu ukazania się w 1985 r. „Krwawego południka” McCarthy stał się w Ameryce postacią kultową, namaszczono go na następcę Faulknera i Melville’a. „Największy nieznany pisarz amerykański” – pisali krytycy. „Krwawy południk” sprzedał się bowiem tylko w dwu i pół tysiącu egzemplarzy. Sam pisarz zaś ukrywał się i nie promował swoich książek. Otoczony kultem, ale szerzej nieznany pozostawał aż do czasu słynnego telewizyjnego wywiadu z 2007 r., który przeprowadziła z nim Oprah Winfrey, wybierając „Drogę” do swojego klubu książki. Dopiero wtedy ta powieść sprzedała się w kilku milionach. W tym samym roku powstała wierna ekranizacja „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Cohen, a w zeszłym roku filmowa wersja „Drogi” z Viggo Mortensem z roli głównej. W Polsce jego sława to też kwestia ostatnich lat – wcześniej wydane książki „Przeprawa” i „Rącze konie” przeszły bez echa. Odkryliśmy McCarthy’ego dzięki powieściom „Droga” i „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Nic dziwnego, że teraz „Krwawy południk” był w Polsce najbardziej wyczekiwaną książką sezonu.

Przynosi jednak rozczarowanie. Owszem, nie sposób tej prozie odmówić magnetyzmu. Tak działa naturalistyczny opis posuwania się w głąb pustyni (choć już ok. 150 strony zaczyna nużyć). Początkowo robi wrażenie nagromadzenie potworności w samych opisach przyrody. To właśnie krajobraz jest kluczem do tej powieści: „słońce ukazało, nie wiadomo skąd, swój wierzchołek jak żołądź ogromnego czerwonego fallusa i przekroczywszy niewidoczny próg, rozsiadło się za ich plecami”. McCarthy pokazuje świat rządzony przez wielkiego fallusa. Nie chodzi tylko o to, że kobietom poświęca mniej uwagi niż koniom czy mułom. Ten świat jest metaforą krwawych dążeń ludzkości, męskiej cywilizacji. Znajdziemy w nim odbicie męskich lęków i fantazji. Przy czym jest to świat opisywany ze śmiertelną powagą i patosem, i to niestety razi.

McCarthy potrafi wywoływać nastrój nieokreślonej grozy – temu służą głównie biblijne i zawikłane przemowy sędziego. Ale z czasem okazuje się, że całą powieść można sprowadzić do jednego krajobrazu – metafory, a to, przyznajmy, trochę mało. Owszem, ludzkość jest paskudna, krew, krew ma na rękach. Jednak po tej konstatacji z przyjemnością wrócę do książek Philipa Rotha, którego bardziej niż ponadczasowy obraz ludzkości i odwieczny rytuał mordu interesuje konkretny człowiek uwikłany w historię. No i Roth, co ważne, ma poczucie humoru.

Cormac McCarthy, Krwawy południk, przeł. Robert Sudół, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010

Polityka 27.2010 (2763) z dnia 03.07.2010; Kultura; s. 62
Oryginalny tytuł tekstu: "Światem rządzi fallus"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną