Filozofia na dwóch kółkach

Zrób to zen
Do Henry’ego Thoreau i Roberta Pirsiga, legendarnych poszukiwaczy zen w kulturze Zachodu, dołącza trzeci: Matthew Crawford. Z wykształcenia filozof, z zawodu mechanik motocyklowy.
Robert Adamo/Materiały prywatne

Półtora wieku temu Henry D. Thoreau (1817–1862), amerykański pisarz i poeta, porzuca miejskie życie i osiedla się nad dzikim jeszcze wówczas stawem Walden, w drewnianej chatce wybudowanej własnymi rękami. Niczym pionier mieszka tam dwa lata. Ucieka od m.in. „niespokojnego, nerwowego, rozbieganego, trywialnego wieku XIX” (co teraz wydaje się nieco zabawne, bo kiedy pisał te słowa, Amerykanów było tylu, ilu dziś mieszkańców metropolii Los Angeles – San Diego).

„Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawać w życiu wyłącznie przed najbardziej ważkimi kwestiami, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie życie nauczyć, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem” – pisze Thoreau. Zresetowany, wraca do cywilizacji w 1847 r., a zapis jego przemyśleń, „Walden, czyli życie w lesie”, staje się czerwoną książeczką kilku pokoleń buntowników, uznających zastany, industrialny, akcentujący materialną sferę życia ład społeczny, polityczny i ekonomiczny za trudny do zaakceptowania.

Bóg w skrzyni biegów

Nieco ponad sto lat później, motywowany podobnym jak u Thoreau rozczarowaniem galopującą bylejakością współczesnej cywilizacji, w motocyklową podróż przez Stany Zjednoczone wyrusza Robert Pirsig. Rocznik 1928, IQ 170, filozof bez dyplomu, rebeliant-intelektualista z kartą leczenia psychiatrycznego. Kronika tej tyleż fizycznej, co metafizycznej jazdy przez pustynie Ameryki ukaże się w 1974 r. pod tytułem „Zen i sztuka oporządzania motocykla”.

W warstwie fabularnej opowiadać będzie o poszukiwaniu przez Pirsiga śladów jego pierwszej, wykasowanej przez elektrowstrząsy, osobowości i o skomplikowanych stosunkach z towarzyszącym pisarzowi synem. W warstwie intelektualnej zaś „Zen...” to zapis filozoficznych dociekań prawdziwej natury rzeczywistości, którą Pirsig zwie Jakością, i próba zasypania pęknięcia między intelektualnym a romantycznym rozumieniem świata. „Budda, boskość istnieją z równą swobodą w konfiguracji komputera czy też w skrzyni biegów motocykla, jak i na szczycie góry czy w płatkach kwiatu” – napisze Pirsig. Wkrótce 4 mln Amerykanów, wyczerpanych hurrakonsumpcjonistyczną propagandą i radosnym kredytobraniem, zaczną się zaczytywać w Pirsigu. Zresztą ku jego zaskoczeniu, bo manuskrypt powieści-niepowieści, zanim trafił do druku, odrzuciło ponoć 120 wydawców.

Mija kolejne ćwierć wieku. W 2009 r. niejaki Matthew B. Crawford wydaje książeczkę pod buńczucznym tytułem „Shop Class as Soulcraft” („Prace ręczne jako pielęgnacja ducha”), w której opisuje metafizyczną radość i satysfakcję, którą on, dyplomowany filozof, czerpie z naprawiania starych motocykli. I – podobnie jak Thoreau i Pirsig – trafia w gwałtowny czytelniczy cug, który wyciąga go na szczyty list bestsellerów. Sam Francis Fukuyama pisze w „New York Timesie” o pięknej małej książce, przywracającej wartość dziełom ludzkich rąk, „ludzkiej doskonałości, która jest tak bardzo niedoceniana we współczesnej Ameryce”. Czym skromna, poświęcona mechanice motocykli książka Crawforda zachwyciła Amerykanów?

Pochwała dobrej roboty

„Shop Class as Soulcraft” to prosta historia jej autora, trzydziestoparoletniego Kalifornijczyka, wychowanego w kontrkulturowym kontekście rodzinnym, z wykształcenia filozofa politycznego (University of Chicago, ten sam, na którym studiował Pirsig). Zniechęcony duszną intelektualnie i posuniętą do absurdu atmosferą poprawności politycznej panującą na uczelni, porzuca karierę naukową, decydując się na pracę w komercyjnym sektorze obróbki wiedzy. Ale ani dobrze się zapowiadające zajęcie w firmie sporządzającej streszczenia artykułów naukowych, ani – o dziwo – udział w prestiżowym waszyngtońskim think tanku nie przynosi oczekiwanej satysfakcji. Autor odchodzi więc od komputera i poświęca się pasji z wczesnej młodości, do której nie wypada się przyznawać w dobrym towarzystwie – zakłada warsztat naprawy starych motocykli i tam odnajduje swoje zen. Crawford pisze książkę, ponieważ próbuje zrozumieć, dlaczego uważa pracę manualną za bardziej angażującą intelektualnie niż większość tzw. zajęć umysłowych, którymi wcześniej się parał.

Dość trywialnemu, jak można by uważać, odkryciu Crawforda, że oświecenie jest osiągalne w tym samym stopniu dla filozofów i matematyków, jak i ogrodników czy mechaników, towarzyszą znacznie mniej oczywiste refleksje. Crawford akcentuje wartość dobrej, staromodnej wiedzy, nacechowanej osobistym doświadczeniem, i wynikającej z lat pracy intuicji. Jego odczucia to kompletne zaprzeczenie słów Marka Zuckerberga, najmłodszej (rocznik 1984) legendy Internetu, szefa Facebooka, który w ostatnim wydaniu miesięcznika „Wired” podkreśla, że cała jego filozofia opiera się na tym, „by robić rzeczy szybko”.

W rzemiośle upatruje Crawford lekarstwa na schizofreniczny podział na czas pracy (nużącej, lecz koniecznej) i czas wypoczynku, podczas którego rzekomo osiągnąć można opiewaną w folderach reklamowych pełnię życia. Warsztat może stać się miejscem wymiany doświadczeń, najgłębszej wiedzy; jakość pracy rośnie dzięki relacjom pracujących tam i odwiedzających go osób, skupionych na jednym twórczym zadaniu. Efekt dobrze wykonanej pracy jest źródłem pozytywnego promieniowania etycznego, obejmującego zarówno jej wykonawców, jak i odbiorców. Gwarantuje równowagę między samowystarczalnością a solidarnością. Przede wszystkim jednak naprawa motocykla nadaje wartość porażkom i niepowodzeniom, tak niemile widzianym w cyklu publicznego nauczania. Rzecz jasna, prawidłowość ta dotyczy nie tylko mechaników, ale i strażaków, lekarzy, nauczycieli itd. – wszystkich tych, którzy chcąc wykonywać swój zawód dobrze, muszą brać odpowiedzialność za przedmiot swych poczynań.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną