"Żona Adama" Moniki Rakusy, czyli życie bez mężczyzn

Cudownie samotna
Męski kryzys wieku średniego opisało wielu pisarzy. Powieści o kobietach przekraczających próg dojrzałości w zasadzie nie ma. Tę lukę wypełnia „Żona Adama” Moniki Rakusy.
Monika Rakusa
Leszek Zych/Polityka

Monika Rakusa

Rakusa błyskotliwie zadebiutowała dwa lata temu książką „39,9”, portretem kobiety przed czterdziestką. Zaczynała się jak „Dziennik Bridget Jones” – od diet i postanowień – ale zamiast opisywać poszukiwania księcia z bajki, okazała się rozliczeniem z traumami i lękami. Jak tu zaakceptować tego kogoś podstarzałego i przymarszczonego? Jak się odnaleźć w życiu, kiedy ciągle nie wiadomo, kim się jest, mimo dwójki dzieci, wykształcenia, jakiejś tam kariery...

Bohaterka obserwuje siebie z ironią. Oto budzi się rano jako istota z innego stadium ewolucyjnego, jako wąż albo kąsająca żmija, z trudem przyjmując postawę wyprostowaną i dopiero przy śniadaniu zaczyna przypominać istotę ludzką – zrzędzącą babę. Już w tej pierwszej książce było widać, że autorkę interesuje kobieca „smuga cienia”, czas przejścia między młodością a dojrzałością. To temat często eksploatowany w literaturze, ale w wersji męskiej. Teraz Rakusa powróciła do niego w swojej pierwszej pełnowymiarowej powieści „Żona Adama”. I już wiadomo, że to jedna z ważniejszych książek tego roku.

Gorzka zemsta

Tytułowy Adam ginie na pierwszej stronie, zostają jego dwie żony: Rita (pierwsza) i Anna. Można było się spodziewać, że w nowej powieści Rakusa stworzy ciekawe portrety psychologiczne. Tak też się stało, ale to nie wszystko. Ta współczesna historia ma tło mitologiczne, bohaterki Rakusy przypominają bowiem biblijne postaci Lilith i Ewę. Wedle podań Lilith była pierwszą żonę praojca Adama, która zbuntowała się i uciekła, bo nie chciała być mu podległa. Rakusa przenikliwie opowiada też o współczesnej Polsce widzianej oczami kobiet. Obserwujemy choćby przełomowy 1989 r., ale z zupełnie innej niż zazwyczaj perspektywy. Adam angażuje się w wybory, a Rita, jego ówczesna żona, decyduje się właśnie wtedy usunąć ciążę. Zamiast radości w dniu wyborów odczuwa słabą satysfakcję ze swojej zemsty na Adamie. Dla każdego z nich wolność to coś zupełnie innego. Rakusa świetnie wydobywa na światło dzienne rozmaite gry międzyludzkie, które prowadzimy nieustannie, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo są schematyczne.

Pod tym wszystkim tkwi jeszcze opowieść o ciążącej przeszłości. Już w pierwszej książce Rakusy bohaterkę dopadły rodzinne traumy Holocaustu. W „Żonie Adama” Rakusa również sięga do minionych doświadczeń. Widzimy, jak matka Rity i ojciec Anny żyją w nieustannym strachu. Matka Rity pod koniec życia chowa się do szafy i recytuje pacierz, szukając ukojenia w tym, co ją ocaliło w czasie wojny. Ojciec Anny, wychowany w sierocińcu, całe życie chciał się wtopić w otoczenie. Został więc szarym działaczem partyjnym. W tych postaciach, których cała energia życiowa była skoncentrowana na jednym celu – przetrwać, zakamuflować się – bez trudu rozpoznajemy wiele realnych postaw.

Życie bez mężczyzn

Z czasem okazuje się, że żony Adama, skrajnie różne, nie są jednak swoimi przeciwieństwami. Ritę, owszem, uważają wszyscy za niezależną femme fatale. Otrzymała zresztą imię po Ricie Hayworth, żeby wodzić mężczyzn na pokuszenie. Anna z kolei jest cichą myszką, która zawsze robi to, czego chce od niej otoczenie. Jednak tak naprawdę obie są uwięzione w swoim wizerunku, wypełniają role, które istniały dla nich w społeczeństwie. Anna i Rita są jak awers i rewers tej samej monety. Rita buntowała się od dzieciństwa przeciwko całemu światu i nie wyobrażała sobie życia bez mężczyzn. Anna w dzieciństwie weszła w rolę grzecznej, niemal niewidzialnej dziewczynki, która chce zasłużyć na miłość taty. Obie były skupione na innych (walcząc z nimi albo im ulegając), a nie na sobie. To tylko nam się wydaje – myśli Rita – że wszystko zależy od nas. Tymczasem życie kobiety jest w dużym stopniu zdeterminowane – wpadamy w koleiny kobiecości. Dlaczego tak mało mamy samotnych bohaterek literackich? – zastanawia się Rita. Brakuje samodzielnych podróżniczek, samotnych heroin w mitach i baśniach. A to właśnie tę cudowną samotność odkrywają obydwie po śmierci Adama. „Bycie człowiekiem polega na godzeniu się z samotnością” – myśli Rita i przypomina sobie poczucie mocy, jakiego doznała w czasie wycieczki w góry.

Po śmierci Adama obie zaczynają inne życie. Okazuje się, że po przekroczeniu smugi cienia kobieta lepiej dostrzega, czego chce. Anna zaczyna być asertywna, nie dba, co pomyślą o niej inni. Po raz pierwszy może też spojrzeć na swojego ojca nie jak na ideał, ale jak na słabego człowieka. Obie wyzwalają się z mitu Ewy i Lilith, kobiet zależnych od Adama. Rakusa demistyfikuje w ten sposób te dwa funkcjonujące w kulturze wzorce kobiecości. Nie ma jednak bohaterki, która by patronowała ich wyzwoleniu, dochodzeniu do dojrzałości. Kobiece mity trzeba dopiero napisać. To właśnie robi Rakusa. Czekałam, przyznam się, na taką współczesną, przenikliwą i wielowymiarową powieść psychologiczną. Okazało się, że czekałam na „Żonę Adama”.

Monika Rakusa, Żona Adama, WAB, Warszawa 2010, s. 272

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną