Mrożek Sławomir

Lornetka Mrożka
Sławomir Mrożek nigdy jeszcze nie dopuścił czytelników tak blisko. W swych dziennikach pisze o ciągłym uciekaniu, o śmierci pierwszej żony, o samobójstwie, o poszukiwaniu Boga.
Sławomir Mrożek w Krakowie, 1960 r.
Wojciech Plewiński/Forum

Sławomir Mrożek w Krakowie, 1960 r.

Wydawnictwo Literackie/materiały prasowe

"Lornetka sprawia mi wiele radości” – notuje Mrożek. Dzięki niej mógł podglądać ludzi, nie będąc przez nich widzianym. Każdy wzrok go bowiem peszył, musiał udawać i zakładać jakąś maskę. A tak, obserwował bezkarnie i do woli. W dzienniku sam siebie obserwuje jakby przez lornetkę. Pierwszy tom (lata 1962–1969) jest rzeczywiście czymś wyjątkowym na tle dzienników innych polskich pisarzy. Przynosi zapis bardzo dogłębnej i bezlitosnej autoanalizy. Tutaj świat zewnętrzny, spotkania, ludzie, zdarzenia są tylko dodatkiem do zmagań wewnętrznych: „Świat przeszkadza mi w życiu” – notuje.

Prowadzi dziennik po to, by uchwycić i zrozumieć siebie, znaleźć odpowiedź na podstawowe pytania filozoficzne. Nie jest to nieoszlifowany zapis codzienności jak u Czapskiego, który w ogóle nie myślał o przyszłym czytelniku, ani też spreparowany specjalnie dla czytelnika autoportret jak u Gombrowicza. Mrożek toczy walkę sam ze sobą, ale ze świadomością, że ktoś to może kiedyś przeczytać. Nie interesuje go – tak jak Dąbrowską – wir zdarzeń, obraz czasów, dziennik nie jest też dla niego – tak jak dla Iwaszkiewicza – miejscem, gdzie mógł wylać swoje żale, poskarżyć się, ale i gdzie tworzyła się literatura. Mrożek – inaczej też niż Gombrowicz, który narzucał swój obraz czytelnikom – chciał sobie samemu coś narzucić, ukształtować siebie za pomocą dziennika. Choć jednocześnie kpił z możliwości doskonalenia duchowego. Znajdował powinowactwo z Kafką, który w dzienniku zapisywał swoje klęski i frustracje.

Dla Mrożka dziennik był lustrem, które raczej wykrzywia i wyszydza, niż upiększa, ale jest niezbędne, zwłaszcza że swoje młodzieńcze zapiski pisarz spalił. Powrócił do pisania w 1962 r., kiedy podjął decyzję, że nie wróci już do kraju.

Wieczna ucieczka

„Mam dokładnie trzydzieści trzy lata i dwa dni, żonaty jestem, a nie czuję się żaden, czuję się nikt. (…) Skorupą jestem, którą co chwila coś innego wypełnia, a przeważnie jest to skorupa wypchana nicością” – zapisał w 1963 r. Oderwany od kraju, niepewny, wiedział jednak, że nie chce wracać, bo tam byłby wtrącony w dawnego siebie, musiałby się stać swojskim pisarzem „jak wieża Mariacka nasza”. Do tej pory zdołał się wyrwać ze wsi, z Krakowa, skąd uciekł do Warszawy. W dzienniku zapisuje scenkę w pociągu – w przedziale toczy się „polska rozmowa” o zagranicznych wakacjach, o tym, że Polacy handlują i na koniec kawały o „żydkach”. Mrożek nie może tego znieść i wychodzi. W 1962 r. wyrwał się z Polski i zamieszkał w Chiavari na Riwierze Włoskiej. Wydawało się, że w kraju wszystko będzie trwało niezmiennie przez następne wieki, a on potrzebował zmiany.

W pierwszych emigracyjnych zapiskach próbuje zrozumieć, skąd brały się te jego ciągłe ucieczki. Czyta namiętnie psychoanalityków Junga i Fromma, szuka odpowiedzi. Wyciąga na światło dzienne swoje neurozy i lęki – i przygląda im się. „Nerwowy jestem. Od strachu przed ojcem wzięło mi się jeszcze w dzieciństwie. Coś złamało się we mnie w 1941 roku, przed szkołą (…), nie chciałem bić się z Kosibą. Uciekłem i odtąd ciągle uciekam (…). Całe moje życie było uciekaniem. Czy nie czas przystanąć? Jak to się robi?”. Zdaje sobie sprawę, że nieustannie ucieka też w palenie i alkohol.

Taką neurotyczną ucieczką był też akces do komunizmu, kiedy jako 21-latek stał się entuzjastą Stalina. „Pacholę o straszliwym poczuciu izolacji uważałem się za wyjątkowo miłującego wolność, bo mnie się ani ojciec nie podobał, ani cała rodzina”. Uciekł więc do wielkiej komunistycznej rodziny. Mrożek prześwietla swoją przeszłość i dlatego żałuje, że spalił wczesne dzienniki. Chociaż narzeka, to pierwszy rok emigracji był dla niego bardzo twórczy. Powstała wtedy „Moniza Clavier” i „Tango”, wystawione w 1965 r. w Polsce. Później nadchodzi kryzys, zaczyna się dusić w małym włoskim miasteczku. Między 1962 a 1969 r. Mrożek zmieniał kraje i adresy, przeniósł się do Paryża i Berlina Zachodniego, ale wszystkie miejsca były czasowe: „Mały biały domek nigdzie nieistniejący, nie ma go. Oby dało się zbudować domek, który by się mieścił w obrębie własnej skóry”.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną