Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Co by było gdyby...

Recenzja książki: Andrzej Wielowieyski, "Na rozdrożach dziejów"

Polityka
Jak potoczyłyby się losy Polski, gdyby nie było Leszka Balcerowicza? Na to i na wiele innych pytań dotyczących alternatywnych wersji historii odpowiada w swojej najnowszej książce Andrzej Wielowieyski.

Bez Balcerowicza – pisze Wielowieyski - wyższe płace i większa pomoc dla słabnących przedsiębiorstw sprawiłyby, że jeszcze przez kilka lat inflacja utrzymywałaby się na poziomie 100-200 procent rocznie. Przedsiębiorstwa modernizowałyby się powoli, a marnotrawstwo ludzi i materiałów byłoby nadal duże. W początkach XXI wieku bylibyśmy na poziomie Rosji czy Ukrainy. Dopiero zbliżalibyśmy do dochodu narodowego z lat osiemdziesiątych.

Gdybyśmy poszli wtedy "trzecią drogą", nasz budżet mógłby stać się niewypłacalny, zalegano by z płacami, emeryturami i innymi świadczeniami, a dochód narodowy i stopa życiowa spadłyby przerażająco. Gdybyśmy wybrali trzecią drogę, jak Rumunia i Bułgaria, zapewne nie udałoby się nam wejść do Unii Europejskiej w 2004 roku, a być może nie wyszłoby to nawet w 2008, bo w 1990 roku nasza gospodarka była w znacznie gorszej kondycji niż rumuńska i bułgarska.

Wielowieyski, publicysta katolickiej "Więzi", działacz KIK, poseł i senator był współtwórcą i świadkiem demontażu PRL. Z bliska, jako doradca strajkujących robotników, obserwował protest w gdańskiej Stoczni im. Lenina w sierpniu 1989 roku, a jako ekspert Solidarności brał udział w obradach okrągłego stołu. Jego rozważania "co by było, gdyby", dotyczące właśnie tego okresu, są najbardziej pasjonujące. Czytelnik ma wrażenie, że obcuje z historią, którą może dotknąć, bo Wielowieyski będąc jej świadkiem, nie szczędzi czytelnikowi szczegółów.

Dla zwolenników spiskowych teorii zaskoczeniem musi być, jak wiele w naszej historii zależało od przypadku. I jak często najważniejsze decyzję wisiały na włosku. Wielowieyski przypomina, że dopiero 27 kwietnia 1988 roku Jaruzelski zgodził się na rozmowy z Solidarnością, ale zanim do nich doszło, wybuchły majowe, a potem sierpniowe strajki.

Reklama