Recenzja książki: Janusz Korczak, "Bankructwo małego Dżeka"

Dzisiaj Dżek też by zbankrutował
Dżek, którego bankructwo – spowodowane tym, że ktoś ukradł dwa rowery będące głównym „aktywem” szkolnej kooperatywy – sporo nauczyło, w dzisiejszej rzeczywistości byłby kompletnie bezradny.
materiały prasowe

Wkrótce do księgarń trafi „Bankructwo małego Dżeka” Janusza Korczaka, które po raz pierwszy ukazało się w Polsce w 1924 r. Na ten – chyba desperacki – krok zdecydowało się Wydawnictwo W.A.B. Desperacki, bo choć wszyscy zgadzają się co do konieczności zapoznawania dzieci z regułami gospodarki rynkowej, to brakuje atrakcyjnych publikacji. Czy książeczka Starego Doktora jest w stanie ten brak uzupełnić? Niekoniecznie. Nie tylko dlatego, że przez minione 90 lat tak bardzo zmieniła się gospodarka rynkowa. Ale także dlatego, że doświadczenia małego Dżeka, prowadzącego kooperatywę w trzecim oddziale amerykańskiej szkoły, ale robiącego zakupy na Kercelaku (to taki przedwojenny bazar w Warszawie), wydają się obecnie o wiele mniej przydatne. Wprawdzie zapoznają dzieci z pojęciami nadal aktualnymi – takimi jak ryzyko, kalkulacja, a nawet asekuracja – ale dziś to chyba za mało.

Dżek, którego bankructwo – spowodowane tym, że ktoś ukradł dwa rowery będące głównym „aktywem” szkolnej kooperatywy – sporo nauczyło, w dzisiejszej rzeczywistości byłby kompletnie bezradny. Uczciwość, pracowitość, a nawet umiejętność kalkulacji nie jest już żadną gwarancją sukcesu, nawet w szkolnej kooperatywie (choć Korczak uczciwie ostrzega, że gwarancji sukcesu nie ma nigdy). Może dlatego uczniowskie spółdzielnie zniknęły. Bo nawet do nich dotarła „globalizacja”, która wymusza pogoń za „efektywnością”, także na uczniach. Dżek już wie, że temperówki mogą być ostre, i wtedy kosztują więcej, albo też tanie, pewnie chińskie, ale do ostrzenia ołówków kompletnie nieprzydatne.

Dzisiaj, żeby nie stracić oszczędności, trzeba też umieć odróżniać papiery pewne od ryzykownych, nie mówiąc o toksycznych, mogących zrujnować. Tej wiedzy brakuje nie tylko dzieciom, ale przede wszystkim – dorosłym. Krótko mówiąc – czy po lekturze „Bankructwa małego Dżeka” amatorów do lokowania pieniędzy w piramidy finansowe będzie mniej? Jeśli tak, to warto tę staroświecką książeczkę wydawać. Mimo ryzyka (to także pojęcie bardzo ważne w biznesie), że obecne dziesięciolatki mogą się w niej nie odnaleźć. Na pewno też warto pisać następne.

Janusz Korczak, Bankructwo małego Dżeka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012, s. 224

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną