Książki

Pedofil grasuje w Bullerbyn

Kawiarnia literacka

Trzecia klasa szkoły podstawowej, gruba i zadziwiająco łatwa do przeczytania jak na te gabaryty powieść w żółtej okładce, egzemplarz zaczytany: „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren.

Pierwsza prawdziwa, gruba powieść w życiu i początek mitu. Wielu z nas na tej książce również swoją przygodę ze Skandynawami zakończyło. Może jeszcze jakieś pełne krytyki mieszczańskiego społeczeństwa modernistyczne sztuki Ibsena, ale na tym koniec. I nagle ta moda na kryminały! Okazuje się, że Skandynawowie są wciąż tacy sami! Znów bułeczki migdałowe, cynamonowe, zapach kawy, której piją po dziesięć filiżanek dziennie, zapach sosnowych igieł, piasku i głazów. Tylko czy to jeszcze Bullerbyn? Tak, tyle że poczciwy wujek Nils okazuje się alkoholikiem, bezrobotnym rolnikiem i pedofilem czatującym na małe pośladki Ollego, a ciocia Greta znajduje zwęglone zwłoki Britty Andersson.

Trupy w stanie daleko posuniętego rozkładu znajdujemy teraz równie często, jak dawniej ślazowe cukierki, obwarzanki i migdałowe bułeczki – mazarynki. Czy to przypadek, że w kryminałach Maj Sjöwall i Per Wahlöö akcja często toczy się w knajpie, nad którą 60 lat mieszkała Astrid Lindgren? Nie, bo ani na chwilę nie wyjechaliśmy z Bullerbyn! Zacznijmy więc od tej osady (pierwowzór: Sevedstorp), która na dobre ufundowała nam mit Szwecji jako rajskiego, dziewiczo czystego zakątka. Osada składa się z trzech zagród, zamieszkanych przez trzy rodziny. Jest 1947 r. i Szwecja klepie biedę, choć na tle zrujnowanych przez wojnę państw ma się całkiem dobrze, jest „Szwajcarią Północy”. Na dodatek Szwajcarią protestancką i pracowitą, mimo że co do jej neutralności w czasie wojny można by się spierać.

Siedmioletnia Lisa opowiada o swoich dziecięcych przygodach. Ich główną atrakcją jest to, że Bullerbyn wydaje się miejscem, w którym dzieci żyją w zgodzie z surową, północną naturą. Szwecja taka, jaką znamy; liberalna, z systemem socjalnym, licznymi imigrantami i przewagą lewicy dopiero się rodzi. W rzeczywistości w takich małych osadach jak Bullerbyn już w 1947 r. można spotkać związki kazirodcze, alkoholizm i bezrobocie. To ostatnie trochę później, gdy ze wsi ubędzie rolników, ponieważ bardziej będzie się opłacało sprowadzać tanią żywność z Azji. Na razie praca wre, w Bullerbyn dzieci mają swoje ulubione kury, krowy, króliki, kucyki, psy i koty. Nadają im imiona, ratują życie, bawią się z nimi i w ogóle jest bosko. Pamiętam, że wiele pomysłów na zabawy (kolekcjonowanie i ukrywanie skarbów!) było inspirowanych lekturą „Dzieci z Bullerbyn”.

Autorki skandynawskich kryminałów także inspirują się tą książką. Na kim ma robić wrażenie zabójstwo w Nowym Jorku? Czy nie fajniej, kiedy dochodzi do niego w miasteczku pełnym porządnej, płacącej podatki, po protestancku pracowitej klasy średniej? Prawie każda z tych książek ma z tyłu na okładce taką mniej więcej ściemę: „Skania, rajski zakątek Szwecji. Piękne krajobrazy, prości, mili ludzie. Nagle w ten idealny świat wkrada się potworna zbrodnia. Poczciwa stara panna Svensson zostaje odnaleziona w beczce z wódką. Ale to dopiero początek…”. Autorzy grają kontrastem między „rajskim zakątkiem” a „potworną zbrodnią”. Chodzi o to, aby wykazać, że te malutkie, słodkie, pełne identycznych czerwonych chat z okiennicami miasteczka i osady podszyte są szaleństwem, które raz po raz przebija przez powłokę codzienności. Nurt „czerwonych domków” uległ już takiej konwencjonalizacji, że trzeba by giganta na miarę Dostojewskiego, aby coś jeszcze artystycznie nośnego z niego wyciągnąć. Tymczasem zabierają się za to różne żądne sławy i kasy laski ze Skandynawii i wszystko kończy się odłożeniem książki na półkę w bibliotece po przeczytaniu blurba (noty) na okładce.

Znowu coś z lodem w tytule, znowu kto by się spodziewał, że w spokojnym miasteczku, w pięknej Szwecji, w Bullerbyn, że poczciwy wujek Nils okaże się takim zwyrolem, zwęglone zwłoki, grasujący z siekierą pedofil gania za Lizą, za Bossem, za Lassem, gwałci w stodole Ollego, bez kondoma, bez wazeliny, zabija nauczycielkę, a jednak, cicha woda, poczciwy, stary Nils. No, może jednak już, po przeczytaniu dwustu takich książek, można się było tego powoli spodziewać.

Więcej o Skandynawii dowiedzieć się można z doskonałego reportażu Macieja Zaremby „Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji”. Polak patrzy na socjalny raj z najwyższym krytycyzmem. Nigdy nie widziałem tylu dział wycelowanych w szwedzki mit o Bullerbyn. Ze strony wydawnictwa Czarne: „Dlaczego szwedzki wymiar sprawiedliwości jest pobłażliwy dla zbrodniarza wojennego, ale nie zna litości dla jego ofiary? Jak wytłumaczyć, że polski hydraulik na plakatach związków zawodowych wygląda jak prostytutka? Jak to się stało, że po czterech latach japońskiej niewoli szwedzcy marynarze z okrętu M/S »Ningpo«, zamiast otrzymać ordery, trafili do aresztu za niepłacenie podatków? Czy to nie dziwne, że policjanci z miasteczka Borlänge już jesienią wiedzieli, że zaniemogą w zimie? I dlaczego tak często chorują, mieszkając w najczystszym kraju Europy?”.

A według statystyk Skandynawia jest wciąż dziewicza i niewinna! Wikipedia nie zna ani jednego skandynawskiego seryjnego mordercy poza Andreasem Breivikiem. (Dla porównania: Polska ma 22, USA – 71, Niemcy – 12, Austria – 2, Szwecja – okrągłe zero). Czyżby więc z nudy zbytniego spokoju pisane były te krwawe historie? Czy Bullerbyn z 1947 r. jest już dziś nie do przyjęcia (czytaj – nie do sprzedania)? Oczywiście, że tak! A więc, witamy w nowym Bullerbyn!

 

Michał Witkowski – postinteligent, pisarz środka i Andrzej Gołota polskiej prozy. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright” (2001 r.), wydał powieści: „Lubiewo” (2005 r.), „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” (2007 r.), „Margot” (2009 r.) oraz kryminał satyryczny „Drwal” (2011 r.) i zbiór opowiadań „Fototapeta” (2006 r.).

Polityka 21.2013 (2908) z dnia 21.05.2013; Kultura; s. 83
Oryginalny tytuł tekstu: "Pedofil grasuje w Bullerbyn"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną