Książki

Ogród koncentracyjny

Recenzja książki: Tan Twan Eng, "Ogród wieczornych mgieł"

materiały prasowe
Mimo wad to rzecz solidna, a pełne napięcia sceny między dwójką głównych bohaterów są wręcz znakomite.

Tan Twan Eng za „Ogród wieczornych mgieł” otrzymał azjatyckiego Bookera, a także nominację do najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Wielkiej Brytanii, Bookera „tradycyjnego”. Powieść pochodzącego z Malezji prozaika stanowi kolejne potwierdzenie tego, że najlepsza dziś literatura po angielsku – z paroma wyjątkami – jest spadkiem po imperialnej przeszłości.

Opowiadana przez Enga historia jest u nas właściwie nieznana. W 1942 r. Malezję podbili Japończycy. Ich działania niewiele różniły się jednak od tych, które znamy doskonale z innych miejsc. Główna bohaterka, pochodząca z dobrej chińskiej rodziny Teoh Yun Ling, trafia wraz z siostrą do jednego z obozów koncentracyjnych. To zdarzenie naznaczy jej całe życie, życie, które właściwie nigdy już nie będzie należało do niej. Ocalona, będzie pragnęła spełnić marzenie siostry i stworzyć wymarzony japoński ogród. Aby tego dokonać, musi sprzymierzyć się z Aritomo, japońskim mistrzem, który projektował ogrody dla cesarza Hirohito. W powieści Enga granica między ofiarą a oprawcą nie jest tak wyraźna, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To duży walor. Całość jednak irytuje nadmierną ckliwością, długo nabiera tempa, rozwiązania fabularne bywają oczywiste (romans) lub niepotrzebne (afazja Yun Ling). Mimo wad to rzecz solidna, a pełne napięcia sceny między dwójką głównych bohaterów są wręcz znakomite.

 

Tan Twan Eng, Ogród wieczornych mgieł, przeł. Ewa Rajewska, Znak, Kraków 2013, s. 448

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 36.2013 (2923) z dnia 03.09.2013; Afisz. Premiery; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Ogród koncentracyjny"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną