Książki

Substancja mateczna

Recenzja książki: Joanna Mueller, „Intima Thule”

materiały prasowe
Jest to poezja traktująca macierzyństwo i cielesność zupełnie niesentymentalnie.

Dom na okładce, a w środku różne pokoje, do których zaprasza Joanna Mueller. Z poprzednich tomów wiemy, że nikt tak jak ona nie potrafi pisać o macierzyństwie, o porodach – i dzieci, i słów. O „matrialchalnym triumfie wypatroszeń”. U Mueller uderza przede wszystkim niesłychana inwencja słowotwórcza, słowa się tu zahaczają i zaczepiają nawzajem. A w dodatku jest to poezja traktująca macierzyństwo i cielesność zupełnie niesentymentalnie. Mueller wchodzi w dialog z innymi poetami: z Białoszewskim, z Miłobędzką, z Miłoszem. A całość układa się w medytację nad różnymi stanami istnienia: kobieta jest jak matrioszka, znika, roztrwania siebie dla innych: „racz dać od poczęć/ odpoczynek wieczny”. Stawką jest powrót do siebie: „odzyskać siebie dla kartki papieru”. Mueller przenikliwie pokazuje poprzez „substancję mateczną” nasze wspólne kłopoty z istnieniem (i nieistnieniem).

Joanna Mueller, Intima Thule, Biuro Literackie, Wrocław 2015, s. 68

Polityka 8.2015 (2997) z dnia 17.02.2015; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Substancja mateczna"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną