Recenzja książki: Agnieszka Kosińska, „Miłosz w Krakowie”

Daleko od Miłosza
Szczegółowy zapis ośmiu ostatnich lat życia Miłosza.
materiały prasowe

Z gigantycznego materiału, który zebrała Agnieszka Kosińska, mogła powstać ciekawa książka. Dostajemy bowiem do rąk szczegółowy zapis ośmiu ostatnich lat życia Miłosza, sporządzony przez asystentkę i prawą rękę pisarza. Tyle że ten zapis kolejnych dni w krakowskim mieszkaniu na Bogusławskiego jest surowy, nieopracowany. A dni, jak to dni – nic się w nich ciekawego nie dzieje. Redagowanie, odpisywanie na listy, kupno serka, wizyta u dentysty. Czasem o kimś Miłosz powie, że wariat, o jakiejś pani wymsknie mu się niepolityczne słówko. Inaczej niż na okładce: wcale nie zbliżamy się do Miłosza ani nie poznajemy tajemnic procesu twórczego (była jedna: że rano wstawał i pisał wiersz).

Mogłaby się z tego wyłonić książka o starości Miłosza, ale i tego nie znajdziemy. Otrzymaliśmy za to opowieść o nadludzkiej pracy i codziennej męce jego sekretarki. Agnieszka Kosińska musiała ogarniać wszystko, nie tylko sprawy wydawnicze, ale kwestie sztucznej szczęki, biletów lotniczych, hydraulika, paska do zegarka. To ona jest na pierwszym planie, mamy wrażenie, że bez niej ten świat by się zawalił. Oczywiście należy się podziw, ale też jej osoba skutecznie przesłania Miłosza. Może by się chociaż pokłócili? Też nie, nic nie przerywa tego spisu codzienności, nawet śmierć Carol, potem odejście Miłosza zamienia się w kolejny katalog przedmiotów i zadań do wykonania. W rezultacie ta monumentalna historia codzienności na 750 stronach pokazuje, że z zawartości szuflady i nieistotnych dialogów nie można stworzyć portretu, bo po prostu nic z tego nie wynika.

Agnieszka Kosińska, Miłosz w Krakowie, Znak, Kraków 2015, s. 764

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną