Recenzja książki: Imre Kertész, „Ostatnia gospoda”

Dziennik śmierci
Uczestniczymy w eksperymencie świadomego przechodzenia na drugą stronę.
materiały prasowe

Człowiek mający zmysł dobrego smaku w moim wieku już nie żyje” – pisze Kértesz. Tuż po śmierci węgierskiego noblisty dostajemy do rąk jego ostatnią książkę: dziennik pisany w latach 2001–9. Ale nie jest to po prostu dziennik – nie znajdziemy w nim dat. Opis niemożności pisania powieści przeplata się z fragmentami powieściowymi. To też autokomentarz do twórczości (dlatego wcześniej koniecznie należy przeczytać „Los utracony” i inne jego ważne książki). Dostajemy zapis umierania, odchodzenia. Pisarz wyznacza sobie zadanie – zapisać tę przedłużoną śmierć. Cierpiał na parkinsona, jego żona chorowała w tym czasie na raka. Na domiar złego przyszedł jeszcze ten Nobel: „Dzisiaj przez połowę przedpołudnia zamęczali mnie, że dostanę Nobla. Od razu odpowiedziałem (…), że Nagroda Nobla ma to do siebie, że zawsze dostają ją inni”. Nie była to fałszywa skromność – Kértesz podejrzewał, że Nobel wywoła na Węgrzech jeszcze więcej ataków nienawiści do niego. Zarzucano mu, że był antywęgierski, był też obiektem ataków antysemickich.

I wszystkie jego obawy się spełniły; po Noblu było gorzej. Zostało mu już tylko pisanie – jedyna rzecz, która powstrzymywała go przed samobójstwem. Uczestniczymy więc w jego eksperymencie świadomego przechodzenia na drugą stronę. Sam, jak pisze ironicznie, troszczy się o własną zagładę, której uniknął wtedy w obozie. Niezwykłe i dojmujące jest to, że stawką w tej ostatniej rozgrywce jest literatura, właśnie ta książka: „Ostatni występ w Lokalu Niechybnie Spisanym na Straty”.

Imre Kertész, Ostatnia gospoda, przeł. Kinga Piotrowiak-Junkiert, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2016, s. 320

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną