Recenzja książki: Lauren Groff, „Arkadia”

Z piekła do piekła
Zamysł tej prozy jest niespecjalnie odkrywczy i naiwny.
materiały prasowe

Wydana w Polsce w zeszłym roku „Fatum i furia”, trzecia w kolejności książka Lauren Groff, mogła zachwycać i mierzić zarazem, bo była nierówna. Ale dało się na te nierówności przymknąć oko i docenić warsztat wschodzącej gwiazdy amerykańskiego pisarstwa. Przy lekturze „Arkadii”, drugiej powieści Groff (książki ukazały się w Polsce w odwrotnej kolejności), taryfy ulgowej już nie ma. Arkadia to kraina szczęśliwości, stworzona przez Wolnych Ludzi komuna hipisowska. Członkowie wspólnoty w założeniach mają żyć ze sobą w zgodzie, zdrowo się prowadzić i jeść po wegetariańsku. W centrum tego świata staje Ridley Stone, pieszczotliwie zwany Lutkiem – pierwsze narodzone tu dziecko, otoczone więc szczególną opieką. A ponieważ chucha się na niego i dmucha, nie zdołał wyhodować pancerza. Jest nadmiernie wrażliwy, wyczulony na rzeczywistość i wszystkie płynące z niej bodźce: „Świat to czasami zbyt wiele dla Lutka, zbyt wiele przerażenia i piękna”.

Lauren Groff, Arkadia, przeł. Wiesław Marcysiak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017, s. 352

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj