Recenzja książki: Remigiusz Mróz, „Czarna Madonna”

Wikipedia Horror Story
Powieść jest przeciwieństwem tego, jak swoje straszne historie tworzy autor Stephen King.
Okładka książki „Czarna Madonna”
mat. pr.

Okładka książki „Czarna Madonna”

Jeśli liczyć powieści wydane jako Ove Løgmansbø, Remigiusz Mróz ma już w dorobku imponujące ponad dwadzieścia książek. „Czarna Madonna” jest jednak jego pierwszą wprawką na polu grozy – i to się czuje. Mimo że autor deklaruje uwielbienie dla Stephena Kinga, a wydawca nawiązuje nawet do Amerykanina w kampanii reklamowej „Madonny”, powieść ta w zasadzie stanowi zaprzeczenie tego, jak swoje straszne historie tworzy autor „Lśnienia”.

Przede wszystkim nie ma w tej książce opowieści poza kwestią zaginięć samolotów i opętań – Mróz szybko rzuca nas tu w wir wydarzeń, bohaterowie zajmują się tym i nie ma miejsca na żadne inne wątki. Nie mamy więc bogatego tła obyczajowego, horror nie zaburza rzeczywistości, ale tą rzeczywistością powieściową jest, dlatego o grozie nie ma w zasadzie mowy – zło określone i opisane jest mniej straszne niż to skryte w cieniu.

Dzieje się tak również dlatego, że autor wszystko w tej książce nazywa i tłumaczy. Jeśli pojawiają się jakieś zagadki czy tajemnice, bohaterowie natychmiast sięgają do źródeł i czytają albo wygłaszają sobie nawzajem wykłady. W efekcie inspirowany religią chrześcijańską horror najwięcej ma w sobie z artykułu prasowego o Madonnach, opętaniach i egzorcyzmach, z okazjonalnymi wstawkami o historii Kościoła; tutaj nawet demon udziela bohaterowi wykładu i grzecznie tłumaczy wybrane pojęcia! Leży przez to tempo, brak napięcia. Trudno o nie, gdy postacie co rusz czytają Wikipedię.

Tylko połowicznie też sprawdza się pomysł pisania horroru religijnego, bo choć na polu literatury faktycznie Polacy rzadko takowe piszą i jest w tym pewna świeżość, popkultura zdążyła już egzorcyzmy solidnie przemielić. Sztuczki Mroza nie są więc oryginalne, ale wtórne – i gdy opętana postać lewituje nad łóżkiem lub obraca głową o trzysta sześćdziesiąt stopni, to czytelnik nie boi się, ale myśli o podobnych scenach z „Egzorcysty”.

Remigiusz Mróz, Czarna Madonna, Czwarta Strona, Poznań 2017, s. 460

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną