Justyna Sobolewska: – Czy gimnazjaliści przeczytali pani książkę o gimnazjalistach „Ma być czysto”?
Anna Cieplak: – Z czytaniem gimnazjalistów jest tak jak z czytaniem w ogóle, więc to nie była jakaś ogromna liczba. Ci, z którymi rozmawiałam, nie byli ani zaskoczeni, ani zachwyceni. To nie do końca jest opowieść o gimnazjalistach, raczej o konkretnych bohaterach ze specyficznymi problemami i ich relacjach z otoczeniem – osobami dorosłymi i instytucjami.
Młodzi ludzie częściej odnajdywali się w języku niż fabule. Często, kiedy prosisz młodzież na warsztatach [autorka pracuje w Świetlicy Krytyki Politycznej w Cieszynie – red.], żeby coś napisała, to tworzą zdania jak z „Potopu”. Trzeba poświęcić im trochę czasu, żeby dostrzegli w języku coś naturalnego. Anita, bohaterka mojej nowej książki, wzrastała w środowisku, w którym nie mówiło się wysublimowaną polszczyzną. Z czasem odkrywa kody kulturowe, więc język zmienia się razem z nią.
Powiedziała pani, że „Ma być czysto” to miała być w dużej mierze książka interwencyjna.
Pokazuję, jak wyglądają nierówności, na przykład jak inaczej traktuje się w szkole za to samo przewinienie osoby z różnych klas społecznych. Warto się zastanowić, dokąd zabrnęliśmy w tej nieuwadze. Na przykład kiedy mówimy o reformie edukacji, to nie w kategoriach prawdziwych problemów młodych ludzi. Jeśli już nawet takie się pojawiają, to w przerysowany sposób, demonizujący gimnazjalistów.
Gimnazjum miało wiele wad, ale umożliwiało pewien społeczny awans.
Z badań wynika, że tak. Szczególnie w niedużych miejscowościach i na wsiach dzięki gimnazjom dzieci miały możliwość zmiany środowiska. To często ułatwiało decyzję, gdzie dalej się uczyć – pójść do liceum, szkoły zawodowej czy technikum.