Recenzja książki: Jakub Małecki, „Nikt nie idzie”

Ściszony głos
Śmierć i zniknięcie jest wystarczającym nadnaturalnym efektem – po którym zostajemy czasem z głupawymi ostatnimi słowami, jakie wypowiedziało się do zmarłego, z całym niedomkniętym życiem.
materiały prasowe

Ciekawa jest droga pisarska Małeckiego, który konsekwentnie odchodzi od elementów fantastycznych („Dygot”) i w kolejnych książkach w coraz większym stopniu staje się pisarzem realistycznym, a wręcz obserwatorem intymności dwojga ludzi. Ta droga polega też na pewnego rodzaju pisarskim samoograniczaniu, żeby ściszonym głosem opowiadać o ludzkim smutku, samotności i śmierci. W poprzedniej „Rdzy” było nieco za dużo czułostkowości, ale już w nowej powieści Małeckiemu udało się uniknąć rozmaitych pułapek, i ta opowieść jest już bardzo przekonująca. W centrum mamy niepełnosprawnego Klemensa i jego mamę Marzenę, ojciec pilot zginął w wypadku. Ich historia splata się z losami Olgi i Igora. 

Jakub Małecki, Nikt nie idzie, Wydawnictwo SQN, Warszawa 2018, s. 272

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj