Książki

W cieniu katastrof

Recenzja książki: Joanna Rudniańska, „Sny o Hiroszimie”

materiały prasowe
Ta niezwykła plecionka, utkana przez Rudniańską, jest bardzo przekonująca.

Podtytuł „thriller psychoanalityczny” i różowa okładka sugerują literaturę rozrywkową, ale najnowsza powieść Joanny Rudniańskiej jest czymś więcej. Pisarka dała się wcześniej poznać jako autorka powieści dla dzieci, choćby „Kotki Brygidy”, w której opowiadała o Zagładzie z perspektywy polskiej dziewczynki. „Sny o Hiroszimie” są powieścią, ale korzystają też z formy dramatu czy słuchowiska, w dodatku uzupełniają je żartami rysunkowymi i zdjęciami. Wszystkie te nurty opowieści krążą wokół katastrof, które na różne sposoby wchodzą w życie bohaterów. Obsesje i traumy kierują ich życiem świadomym i nieświadomym: w tle pojawia się bomba atomowa w Hiroszimie, Zagłada, katastrofa w Smoleńsku – rzecz dzieje się w Warszawie w czasie tamtych wydarzeń. Bibi jest psychoanalityczką, przyjmuje na wysokim piętrze Babka Tower z widokiem na Warszawę. Na ścianach wiszą obrazy matki, znanej malarki, która nic nie mówi o przeszłości, ani o Ravensbrück, ani o siostrze bliźniaczce Bibi. Do Bibi przychodzi pacjentka Janina, która z kolei żyje w cieniu legendy dziadka, który w Hiroszimie uratował dziewczynkę. Pojawia się też portret Warszawy w cieniu żałoby, swoją żałobę odprawia tu też pewien Japończyk. Ta opowieść nie przynosi żadnego łatwego uwolnienia od tych wszystkich traum, można sobie tylko je uświadomić. Czasami jedyną ucieczką jest żart, nieśmieszny, ale oswajający absurd. Taką funkcję pełnią te z pozoru niepasujące do całości rysunki. Jest jeszcze sztuka, obecna w tej powieści, czerpiąca z traum i bliska snów. I ta niezwykła plecionka, utkana przez Rudniańską, jest bardzo przekonująca.

Joanna Rudniańska, Sny o Hiroszimie, W.A.B., Warszawa 2019, s. 320

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 9.2019 (3200) z dnia 26.02.2019; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "W cieniu katastrof"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną