Książki

Najsławniejszy lek

Recenzja książki: Jonathan Eig, „Narodziny pigułki”

materiały prasowe
Pigułka – jedyny lek w historii tak sławny, że nie potrzebował nazwy.

Książka Jonathana Eiga „Narodziny pigułki” to historia wynalazku, który zmienił życie kobiet na całym świecie i dał im kontrolę nad własną płodnością. Pozwolił samodzielnie decydować czy, kiedy i ile dzieci chcą urodzić, umożliwiał planowanie edukacji i kariery. Książkę czyta się jednak nie jak naukowy traktat, ale sensacyjną opowieść pełną zwrotów akcji i paradoksów. Jednym z nich był fakt, że gdy tabletkę testowano – trochę po kryjomu – w Portoryko, kobiety dowiadywały się o niej za pośrednictwem Kościoła katolickiego. Podczas niedzielnych kazań księża grzmieli z ambon o grzesznej pigułce, a w poniedziałki pod poradnią stała kolejka pytających, o co dokładnie chodzi i gdzie można to dostać. W owym czasie nie tylko sama antykoncepcja, ale nawet jej propagowanie były w USA karalne. „Narodziny pigułki” to także historia czterech barwnych postaci, które doprowadziły do jej zaistnienia. Inicjatorką projektu była Margaret Sanger, legendarna wojowniczka o prawa kobiet, która założyła pierwszą nielegalną klinikę planowania rodziny. Jako sponsorka dołączyła do niej Katharine McCormick, jedna z najbogatszych kobiet na świecie i jedna z pierwszych kobiet absolwentek Massachusetts Institute of Technology, przekonana, że bez antykoncepcji kobiety będą skazane na rolę zwierzęcia rozpłodowego. Naukową stroną projektu kierował Gregory Pincus – genialny, acz kontrowersyjny biolog, wydalony z Harvardu. Wspomagał go dr John Rock, szanowany lekarz i gorliwy katolik, przekonany jednak, że „wiara jest marną uczoną”. Do końca życia miał nadzieję, że Watykan jednak zaakceptuje pigułkę.

Jonathan Eig, Narodziny pigułki, przeł. Jan Dzierzgowski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, s. 389

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną