Książki

Amerykański gotyk

Recenzja książki: Stephen King, „Jest krew…”

materiały prasowe
Forma długiego opowiadania bądź, jak kto woli, mikropowieści zawsze służyła Stephenowi Kingowi. Daje wystarczająco dużo możliwości, by naszkicować przekonujące charaktery i wciągającą fabułę, a jednocześnie narzuca ograniczenia.

Forma długiego opowiadania bądź, jak kto woli, mikropowieści zawsze służyła Stephenowi Kingowi. Daje wystarczająco dużo możliwości, by naszkicować przekonujące charaktery i wciągającą fabułę, a jednocześnie narzuca ograniczenia. Tytułowe opowiadanie jest luźną kontynuacją „Outsidera”, ponownie z prywatną detektyw Holly Gibney, która tropi zmiennokształtną istotę, żywiącą się ludzkim strachem i cierpieniem. Bohaterowie innych tekstów też mogą wydawać się znajomi – jak chłopiec, który odkrywa, że dzięki swojemu iPhone’owi może przekazywać wiadomości zmarłemu przyjacielowi, czy autor zmagający się z pisarską materią. Wracają klasyczne dla amerykańskiej literatury grozy motywy – zagłada świata, opuszczona chata w głębi lasu, nawiedzony dom – oraz nękające samego Kinga lęki: przed twórczą impotencją, śmiercią najbliższych, utratą kontroli nad własnym życiem. Lecz jednocześnie King, poruszając się po terytorium dobrze zbadanym, wciąż poszukuje. 

Stephen King, Jest krew…, przeł. Tomasz Wilusz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2020, s. 512

Polityka 19.2020 (3260) z dnia 05.05.2020; Afisz. Premiery; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Amerykański gotyk"

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020