Książki

Literatura jako ściema

Recenzja książki: Łukasz Zawada, „Wydatki”

materiały prasowe
Autor podsuwa czytelnikowi słuszne sądy, które mu się spodobają. I to może budzić dystans, bo nie każdy czytelnik lubi, żeby go brać pod włos.

Homary na półmiskach ze złota na Paszportach POLITYKI, a wcześniej kolacja z redaktorem naczelnym, który zapewnia nominowanego, że ma wygraną w kieszeni? Opisane jest to tak, że czytelnik mógłby w tę fikcję uwierzyć, podobnie jak w telefon od Thomasa Pynchona. „Wydatki” Łukasza Zawady, który rzeczywiście był kilka lat temu nominowany do Paszportów POLITYKI, zaczynają się od gombrowiczowskiego opisu bankietu, na którym kapią pieniądze, lubieżne usta bogaczy cmokają, a oni sami poklepują się i ocierają, ale od nominowanego, który szuka mecenasa, opędzają się jak od „krwiopijcy komara”. Nie udało się bohaterowi ani z Paszportem, ani ze sponsorem, ale opowieść to smaczna i gorzka zarazem. To pierwszy akt oskarżycielskiego wywodu Zawady o pieniądzach i kulisach rynku wydawniczego.

Łukasz Zawada, Wydatki, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2021, s. 192

Polityka 39.2021 (3331) z dnia 21.09.2021; Afisz. Premiery; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Literatura jako ściema"
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021