Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

O języku z należytym "powerem"

Recenzja książki: Jan Miodek, "Słowo jest w człowieku. Poradnik językowy"

Absurdy polskich potocyzmów.

„Słowo, niźli narzędziem, celem było wcześniej." Ten wyimek z Norwida, najczęściej bodaj cytowanego w "Ojczyźnie polszczyźnie" pisarza, może posłużyć za myśl przewodnią najnowszej książki Jana Miodka "Słowo jest w człowieku", będącej wyborem tekstów z lat 1998-2006 (m.in. scenariuszy jego programu telewizyjnego i felietonów z "Tygodnika Powszechnego"). To efekt pracy żyjącego ze słowa, słowem i w słowie człowieka, któremu obcowanie z materią języka sprawia ekstatyczną niemal przyjemność.

Nie zaczyna najefektownej, bo od językowej ekskursji do czasów staropolszczyzny. Nie ma tu przypisów i być może nie wszyscy będą wiedzieli, czym jest np. jer, ale nie wydaje się to przeszkodą w lekturze ("Ojczyzna polszczyzna" dolnych napisów też nie zawierała, a przed telewizorami zasiadali wszyscy). Ze strony na stronę swoista akcja (choć to poradnik językowy) nabiera jednak tempa, język staje się coraz żywszy i bardziej „zaangażowany".

Drażnią go wszelkie młodzieżowe "łołknięcia" czy bycie trendy (w książce nie znalazła się dająca odpór tej nachalnej manierze wdzięczna forma trendowaty), bo - jak czytamy - "w języku należy być przeciw modzie". Wyraźnie jednak widać, że stając w obliczu takich językowych (po)tworów jak sorewicz czy totalnie rzucasz herami nie zamierza z nimi walczyć na poważnie. Owszem, beszta, tak po profesorsku, ale wydaje się pozostawać pod ich urokiem. Dużo bardziej krytyczny jest, gdy pisze o "polskich - pożal się Boże - politykach" i ich nowomowie. Nie brak tu bowiem i bieżących odniesień, m.in. do afery starachowickiej oraz dotyczących jej publikacji prasowych (jako materiału badawczego).

Język Jana Miodka to język ekspresji, bo w języku i mówieniu o nim "power" wskazany, choć może gramatycznie już nie tak proprawny jak np. pojawiający się w "Dzienniku" Jana Lechonia fajer (w polszczyźnie, jak dowodzi profesor, jest co najmniej równie prawomocny jak swojski ogień).

Książkę warto polecić tropicielom absurdów polskiej mowy potocznej (walor rozrywkowy) i tychże absurdów twórcom (walor edukacyjny - tym do ofiarowania nawet bez okazji, jak nie po dobroci, to siłą). Po latach będzie ciekawym socjologicznie dokumentem czasów minionych i ich języka, który tak wiele przeszedł po transformacji ustrojowej '89 roku, próbując dodatkowo sprostać żarłocznemu zapotrzebowaniu nowego (niekoniecznie lepszego) elektronicznego świata.

 
Jan Miodek, Słowo jest w człowieku. Poradnik językowy, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007, s.328

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną