Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Ustrzelić księżyc z dachu

Recenzja książki: Paweł Sołtys, „Monolok”

Paweł Sołtys, „Monolok” Paweł Sołtys, „Monolok” materiały prasowe
„Monolok” ma w sobie lekkość i szwung żywej opowieści, która bierze w nawias śmierć. Więc chcemy, żeby trwała i trwała.

Dzisiejsze opowieści „rwą się jak lignina, zdawkowe są” – mówi bohater i narrator nowej książki Pawła Sołtysa. Ten monolog fryzjera z Grochowa jest miejską balladą, ukłonem w stronę opowieści Grzesiuka, Wiecha, Marka Nowakowskiego, piosenek Stanisława Staszewskiego. Opowieścią krwawą i śmieszną, i smutną, i chwytającą za gardło. A przede wszystkim świetnie napisaną, w której „latarnie przymykały sodowe oko”. Czego tu nie ma – krawat Roberta Kennedy’ego sprzedany przez grochowskich paserów, Pałac Kultury zrobiony przez garbusa z zapałek, trzy wiedźmy jak z baśni Andersena, Róża Szewa z Sieradza, ojciec pana młodego, który na weselu strzela do księżyca z dachu, Magik, któremu „z nożem pod żebrem ciężko się talię tasuje i można kartę zgonu zamiast królika z kapelusza wyciągnąć”. 

Paweł Sołtys, Monolok, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 120

Polityka 3.2026 (3547) z dnia 13.01.2026; Afisz. Premiery; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Ustrzelić księżyc z dachu"
Reklama