Dzisiejsze opowieści „rwą się jak lignina, zdawkowe są” – mówi bohater i narrator nowej książki Pawła Sołtysa. Ten monolog fryzjera z Grochowa jest miejską balladą, ukłonem w stronę opowieści Grzesiuka, Wiecha, Marka Nowakowskiego, piosenek Stanisława Staszewskiego. Opowieścią krwawą i śmieszną, i smutną, i chwytającą za gardło. A przede wszystkim świetnie napisaną, w której „latarnie przymykały sodowe oko”. Czego tu nie ma – krawat Roberta Kennedy’ego sprzedany przez grochowskich paserów, Pałac Kultury zrobiony przez garbusa z zapałek, trzy wiedźmy jak z baśni Andersena, Róża Szewa z Sieradza, ojciec pana młodego, który na weselu strzela do księżyca z dachu, Magik, któremu „z nożem pod żebrem ciężko się talię tasuje i można kartę zgonu zamiast królika z kapelusza wyciągnąć”.
Paweł Sołtys, Monolok, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 120