W niewielkim Money w stanie Missisipi dochodzi do serii makabrycznych morderstw. Miejsce zbrodni zaaranżowane jest zawsze podobnie: biały mężczyzna ma zmasakrowaną twarz, drut kolczasty na szyi, spuszczone spodnie. I nie ma jąder. Dzierży je w dłoniach czarny mężczyzna usadowiony tuż obok i równie zmasakrowany. „O Panie…” – kwitują funkcjonariusze z szeryfem na czele. Czarny, ewidentnie martwy, jakimś cudem wymyka się policji i pojawia znów w kolejnym miejscu zbrodni. Po okolicy niesie się fama o duchu i „czarnym aniele”. Jakkolwiek brutalnie i surrealistycznie to wszystko brzmi, naczelny ironista Percival Everett tworzy dla wydarzeń lekkostrawną, komiczną otoczkę. Jednak humor stanowi tylko opakowanie, bo to przede wszystkim brawurowa opowieść o linczach dokonywanych przez białych na czarnych, o niedobitkach z Ku Klux Klanu, odwecie i rasizmie, który nadal dławi Amerykę.
Percival Everett, Drzewa, przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2026, s. 368