Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Uciec z Belfastu

Recenzja książki: Michael Magee, „Blisko domu”

Michael Magee, „Blisko domu” Michael Magee, „Blisko domu” materiały prasowe
Polski przekład dobrze oddaje zadziorność tej gawędy, strasznej i miejscami śmiesznej.

‚‚To było bardzo proste. Zamachnąłem się, przywaliłem i upadł” – tak się zaczyna powieściowy debiut północnoirlandzkiego pisarza Michaela Magee. Belfast, 20-latkowie, którzy marzą, żeby gdzieś wyjechać i zacząć nowe życie. Brak pieniędzy i pracy, alkohol i dragi. Sean studiował literaturę angielską w Liverpoolu, ale wrócił do domu i próbuje zaczepić się w jakiejś pracy, zarobić jakieś „funie” (funty). Jest dziewczyna, z którą go wiele łączy, może jej nawet pokazać opowiadanie, które napisał, ale ich relacja jest bardzo skomplikowana. Sean jest ciągle w ruchu, przemierzamy z nim jego rodzinny kawałek Belfastu, bary i kluby, w których pracuje, siedzimy w domu z jego mamą. Mimochodem poznajemy przeszłość: samotna matka z dwojgiem dzieci, której kazano przechowywać broń. Potem przeszukania „Brytoli”. Postać ojca, która kładzie się cieniem na tej rodzinie.

Michael Magee, Blisko domu, przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Czarne, Wołowiec 2026, s. 384

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Uciec z Belfastu"
Reklama