Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Ludzie na lodzie

Recenzja książki: Tom Rob Smith „Dzieci lodu”

Tom Rob Smith „Dzieci lodu” Tom Rob Smith „Dzieci lodu” materiały prasowe
Pomysł wyjściowy powieści przypomina nieco film „Greenland”, tyle że zamiast zagrażającej życiu na Ziemi komety mamy inwazję obcych, a bezpieczne schronienie daje nie biegun północny, tylko południowy.

Pomysł wyjściowy powieści przypomina nieco film „Greenland”, tyle że zamiast zagrażającej życiu na Ziemi komety mamy inwazję obcych, a bezpieczne schronienie daje nie biegun północny, tylko południowy. Kosmici stawiają ludziom ultimatum: kto dotrze na Antarktydę w ciągu 30 dni, przetrwa, pozostali zostaną unicestwieni. Toma Roba Smitha – wcześniej autora niezłych kryminałów – nie do końca interesuje ani sam proces ewakuacji, ani temat potencjalnej walki z najeźdźcami. „Dzieci lodu” to raczej podszyty (tanią) filozofią thriller o tym, co ludzkość może zrobić z szansą na przetrwanie. A robi to co zawsze: jedni próbują odbudować cywilizację opartą na współpracy i zaufaniu, inni knują, ile wlezie, manipulują genetyką i hodują rasę nadistot, która ma się dostosować do arktycznych mrozów.

Tom Rob Smith, Dzieci lodu, przeł. Robert Ginalski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2026, s. 448

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Ludzie na lodzie"
Reklama