Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Stolica utraty

Recenzja książki: Jan Morris, „Triest, czyli nigdzie”

Jan Morris, „Triest, czyli nigdzie” Jan Morris, „Triest, czyli nigdzie” materiały prasowe
Podróżniczka Jan Morris, która zjeździła cały świat, nazwała to miasto niekwestionowanym centrum tęsknoty za tym, co minione.

Podróżniczka Jan Morris, która zjeździła cały świat, nazwała to miasto niekwestionowanym centrum tęsknoty za tym, co minione. „To właśnie tutaj, w Trieście, najintensywniej wspominam zmarnowane chwile, niewykorzystane szanse, utraconych przyjaciół” – pisała. Triest, od czasów starożytnych raczej pomijany, wszedł na arenę dziejów za czasów Habsburgów, gdy stał się głównym portem monarchii. Potem żył już tylko wspomnieniami o swojej wielkości. Autorka pojawiła się po raz pierwszy w Trieście w drugiej połowie lat 40. jako żołnierz armii brytyjskiej (w 1972 r. Jan Morris poddała się – jako jedna z pierwszych publicznych osób w Anglii – korekcie płci; wcześniej publikowała jako James Morris), ostatni raz zaś na przełomie XX i XXI w., gdy była już dobrze po siedemdziesiątce. 

Jan Morris, Triest, czyli nigdzie, przeł. Jarek Westermark, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026, s. 224

Polityka 14.2026 (3558) z dnia 31.03.2026; Afisz. Premiery; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Stolica utraty"
Reklama