Tragedia bez sensacji
Recenzja książki: Helen Garner, „Woda była strasznie zimna”
W 2005 r. Robert Farquharson stracił panowanie nad kierownicą i wjechał do małego, choć głębokiego zbiornika wodnego. Zdołał wydostać się z samochodu, ale nie uratował żadnego ze swoich trzech kilkuletnich synów. Twierdzi, że na skutek gwałtownego ataku kaszlu stracił przytomność, ocknął się, gdy auto już tonęło, sam ocalał cudem. A jednak prokuratura postawiła mu zarzut potrójnego zabójstwa, sugerując, że motywem była zemsta rozwiedzionego mężczyzny na byłej żonie. Helen Garner, uznana australijska reporterka i pisarka (w Polsce wciąż czeka na odkrycie; jak dotąd ukazały się jedynie jej prozatorskie „Małe preludia”), z uwagą obserwowała ciągnące się przez kilka lat procesy. Jej książka nie jest jednak wyłącznie suchym zapisem postępowania ani zbiorowym portretem zaangażowanych w sprawę osób.
Helen Garner, Woda była strasznie zimna, przeł. Kaja Gucio, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026, s. 288