To niewątpliwie jedna z najważniejszych i najlepszych polskich powieści, jakie powstały w XX w. Pierwsze wydanie z 1980 r. rozeszło się błyskawicznie, choć można było sądzić, że historia cierpiącego na schizofrenię dziennikarza to nie temat na hit wydawniczy. Jerzy Krzysztoń genialnie otworzył jednak swoją opowieść na szczególny typ lektury opartej na empatii. Momenty grozy w walce bohatera z „prześladownikami”, czyli de facto z demonami osaczającymi go ze wszystkich stron, sąsiadują z osobliwie śmiesznymi scenami z codziennego życia mieszkańców szpitala psychiatrycznego. Chwile ulgi przeplatają się z koszmarnymi powrotami utraty kontaktu z rzeczywistością, wreszcie znakomicie oddany zostaje koloryt obyczajowy epoki PRL-u – co w pełni zauważyłem właściwie dopiero teraz, czytając kompletną, pozbawioną ingerencji cenzorskich wersję.
Jerzy Krzysztoń, Obłęd, PIW, Warszawa 2026, t. I, s. 342, t. II, s. 498, t. III, s. 457