Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Cała ta hałastra

Recenzja książki: Monika Helfer, „Lwie serce”

Monika Helfer, „Lwie serce” Monika Helfer, „Lwie serce” materiały prasowe
Nie wiemy na pewno, co tu jest zmyśleniem, a co zostało wiernie odtworzone, ale wiemy, że wszystko jest prawdziwe.

Polska publiczność może być nieco znużona autofikcją, ale książka biograficzna książce biograficznej nierówna. Austriaczka Monika Helfer znalazła klucz do tej formuły, a przede wszystkim znalazła dla niej własny język. Trochę lapidarny, żywy, nieomal mówiony, a jednocześnie staranny, czuły i ubogacony. Jak wytrawna fotografka umie bez pudła wycelować w złoty środek. A materia wcale nie jest łatwa. „Lwie serce” to trzeci tom z cyklu, po „Hałastrze” obejmującej szeroki rodzinny plan i „Tatusiu” (tu nie trzeba wyjaśnień). Tym razem snuje opowieść o bracie. Cokolwiek by Richard robił, zawsze myślał tylko o leżeniu. Był ekscentrykiem, z zawodu zecerem, malował (też na leżąco), chadzał własnymi ścieżkami. Wydawało się, że życie niespecjalnie go interesuje.

Monika Helfer, Lwie serce, przeł. Arkadiusz Żychliński, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2026, s. 204

Polityka 21.2026 (3565) z dnia 19.05.2026; Afisz. Premiery; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Cała ta hałastra"
Reklama