Polska publiczność może być nieco znużona autofikcją, ale książka biograficzna książce biograficznej nierówna. Austriaczka Monika Helfer znalazła klucz do tej formuły, a przede wszystkim znalazła dla niej własny język. Trochę lapidarny, żywy, nieomal mówiony, a jednocześnie staranny, czuły i ubogacony. Jak wytrawna fotografka umie bez pudła wycelować w złoty środek. A materia wcale nie jest łatwa. „Lwie serce” to trzeci tom z cyklu, po „Hałastrze” obejmującej szeroki rodzinny plan i „Tatusiu” (tu nie trzeba wyjaśnień). Tym razem snuje opowieść o bracie. Cokolwiek by Richard robił, zawsze myślał tylko o leżeniu. Był ekscentrykiem, z zawodu zecerem, malował (też na leżąco), chadzał własnymi ścieżkami. Wydawało się, że życie niespecjalnie go interesuje.
Monika Helfer, Lwie serce, przeł. Arkadiusz Żychliński, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2026, s. 204