Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Podróż do kresu nocy

Recenzja książki: Ingeborg Bachmann, „Przypadek F.”

Preferuj w Google
Ingeborg Bachmann, „Przypadek F.” Ingeborg Bachmann, „Przypadek F.” materiały prasowe
Gęste obrazy Bachmann sprawiają, że brodzimy w języku. Są odkrywcze i prowadzą w zupełnie niespodziewanych kierunkach.

Nieukończona powieść „Przypadek F.” Ingeborg Bachmann, jednej z najważniejszych pisarek austriackich, jest gęsta i – jak pisze w posłowiu Adam Lipszyc – „intrygująco postrzępiona”. Miała stanowić część cyklu „Rodzaje śmierci”, ale reszta nie powstała. Już początek pierwszego rozdziału wprowadza dobrze w tę prozę: „Profesor, ta skamielina, wykończył mu siostrę”. Jemu, czyli Martinowi. Jego siostra Franziska wyszła za Jordana, wiedeńskiego psychiatrę, dla którego była właśnie „przypadkiem”. Czuła się uwięziona w mieszkaniu, po którym kręciły się inne syndromy, jak w zamku Sinobrodego. Dlaczego mu uległa? Dlaczego tyle kobiet ulega fascynacji złowieszczym Sinobrodym? „Jestem mordowana, pomóżcie mi”. 

Ingeborg Bachmann, Przypadek F., przeł. Krzysztof Jachimczak, Filtry, Warszawa 2026, s. 176

Polityka 28.2026 (3572) z dnia 07.07.2026; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Podróż do kresu nocy"
Reklama