Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Świnie i święte krowy

Recenzja książki: Marek Krajewski, „Złodzieje trupów”

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Marek Krajewski, „Złodzieje trupów” Marek Krajewski, „Złodzieje trupów” materiały prasowe
Ciekawsze od makabry zbrodni jest tu podejście do psychologii i psychiatrii sprzed stu lat, jeszcze raczkujących.

Dużo Wałbrzycha w literaturze tej jesieni. I u Marka Krajewskiego, i w nowej powieści Olgi Tokarczuk Wałbrzych to jeszcze Waldenburg, ale na tym podobieństwa się kończą. Krajewski odmalowuje czasy przedwojenne, gdy w okolicy szerzy się „psychiczna zaraza” (inne również). Chorzy „szaleńcy” są uznawani za opętanych i chowani osobno. Tyle że podczas jednego z pogrzebów z trumny wychynęła zdechła świnia. Zmarła, a teraz też zaginiona Agnes Wicke wywołuje sensację i łączy kilku bohaterów tej powieści. Kluczowy jest tu „praktykant medyczny” Herbert Anwaldt, psychiatra, specjalista od syfilityków i ludzkich dusz, słynący z tego, że potrafi odwieść od myśli samobójczych.

Marek Krajewski, Złodzieje trupów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2026, s. 448

Polityka 44.2026 (3588) z dnia 27.10.2026; Afisz. Premiery; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Świnie i święte krowy"
Reklama