Książki

Mojżesz miał agentów

Recenzja książki: Krzysztof Mroziewicz, "Czas pluskiew"

Niewidoczni wrogowie, wielkie tajemnice.

Krzysztof Mroziewicz przez 30 lat kariery dziennikarskiej i dyplomatycznej często trafiał tam, gdzie wybuchały wojny lub dochodziło do rewolucji. Nic więc dziwnego, że niemal wszędzie interesowały się nim służby specjalne. Właśnie opublikował „Czas pluskiew”, zapis swych przeżyć w plątaninie wywiadów, zbiór refleksji z Kuby, Panamy, Nikaragui, Indii, Sri Lanki, Malediwów, Bangladeszu, Afganistanu, Rosji i z Polski. W Indiach wysłannika Polskiej Agencji Prasowej do Azji Południowej podsłuchiwało wschodnioniemieckie Stasi, w Afganistanie tropił go sowiecki wywiad wojskowy, przechwytujący korespondencje wojenne dla PAP.

Jak dobra opowieść szpiegowska „Czas pluskiew” pełna jest niewidocznych wrogów, wielkich tajemnic, niezwykłych zbiegów okoliczności i pięknych kobiet. W książce jest również mnóstwo informacji o szpiegostwie, o prekursorach donosicielstwa i losach sławnych szpicli (choćby Maty Hari czy pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego, który za zdradę Prus na rzecz Francji siedział w twierdzy magdeburskiej). Z opisu najdawniejszych i najnowszych forteli wywiadowczych wynika, że już 2,5 tys. lat temu szpiegostwa nauczali Chińczycy, własnych agentów miał Mojżesz, dzięki świetnemu wywiadowi w XVII w. Szwedzi podbili sporą część Europy, a Daniel Defoe, na długo przed „Robinsonem Crusoe”, wydał poradnik, jak skonstruować kontrwywiad i sprawne państwo policyjne.
 

Krzysztof Mroziewicz, Czas pluskiew, wyd. Sensacje XX wieku, Warszawa 2007, s. 356
 

   

Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Zimna woda zdrowia doda

Pierwszy raz mors wchodzi do zimnej wody z ciekawości, drugi – na przekór sobie, a trzeci – z przyzwyczajenia.

Agnieszka Kulawiak
12.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną