Recenzja książki: Jan Polkowski, "Elegie z Tymowskich Gór"

Ciche Tajemnice
Szlachetna prostota.

Z przypomnianego właśnie tomu Jana Polkowskiego "Elegie z Tymowskich Gór" - wydanego po siedemnastu latach milczenia krakowskiego poety (książka pierwszy raz opublikowana w 1990 r.) - wyziera niewinny świat, jeszcze z ery przednarodzin. Podobny wyłania się z towarzyszących wierszom sugestywnych grafik Jerzego Dmitruka. W tym zbiorze najważniejsze staje się szukanie własnej melodii, wypełnienia, dróg unicestwiania śmierci podczas unicestwiania przez śmierć. Podmiot tych wierszy chce dać słowom przestrzeń i wolność. Istotne treści sączą się żyłkami wątków biblijnych („żywy krzyż światła", figury ogrodnika i syna, gest ofiarowania i błogosławienia przekazywany - by tak rzec - błogosłowieniem).

W tomie Jana Polkowskiego - mistrza szlachetnej, poetyckiej prostoty (chciałby z tego co „prostsze niż lot jaskółki czynić tajemnicę") - wiele obietnicy, nadziei także na to, że słowa trafią na właściwą glebę. Często pojawia się słowo fuga - jeśli Jan Polkowski ucieka (łac. fuga to wszak ucieczka), czyni to powolnie i z namysłem nad każdym krokiem - w pośpiechu można się tylko mijać. Dzwoniące wiersze "Elegii z Tymowskich Gór" stronią od krzyku, mimo że piszą się w cieniu domyślnej katastrofy. Zmieniają oddech od długich, typowo elegijnych, do czystych kropek lirycznych na nutę haiku. Cytują milczenie, cichną z artyzmem, wyostrzają ciszę. Piękny prezent.
 

Jan Polkowski, Elegie z Tymowskich Gór, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008
 

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną