Recenzja książki: Eric-Emmanuel Schmitt, "Moje życie z Mozartem"

Mozart, czyli jak być sobą
Miłość od drugiego wejrzenia.

Eric-Emmanuel Schmitt w książeczce "Moje życie z Mozartem" toczy rozmowy z kompozytorem - albo reaguje listem na jego muzykę, albo oczekuje od niej odpowiedzi na swój głos. Muzyka geniusza zatrzymuje czas, daje schronienie, otwiera piękno świata, staje się najczystszym doświadczeniem. Schmitt kończy listy zwrotem „do usłyszenia", lecz opisuje także czasy zagłuszające tę muzykę. Uczucie do Mozarta byłoby więc w jego przypadku miłością od drugiego wejrzenia, jak to się często dzieje z klasyką.

To dzieło otwiera w nim bogate skojarzenia i skłania do zwierzeń. Muzyka jawi się jako powierniczka, zaś Mozart z nauczyciela muzyki staje się nauczycielem mądrości, symbolem oporu wobec świata. Smutna muzyka pociesza w smutku, radosna wtóruje radości. Geniusz muzyczny uczy, jak uczynić arcydzieło ze swojego życia, jak być sobą, zaś pisarz daje czytelnikowi osobiste sprawozdanie z przejmowania przez muzykę władzy nad duszami - zupełnie jak w "Czarodziejskim flecie".

 
Eric-Emmanuel Schmitt, Moje życie z Mozartem, przeł. J. M. Kłoczowski, Znak, Kraków 2008
 

  
 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną