Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Książki

Szkiełko w oku

Recenzja książki: Stefan Chwin, "Dziennik dla dorosłych"

Czy na wszystkie tematy warto zabierać głos?

Nowa książka Stefana Chwina „Dziennik dla dorosłych” to dalszy ciąg „Kartek z dziennika” sprzed kilku lat. Przy czym tutaj jeszcze silniej objawia się temperament publicystyczny pisarza: znajdziemy tu zbiór jego publicznych wystąpień, polemik prasowych i wywiadów. – Nie jestem grzeczny! – zdaje się mówić autor, któremu bardziej odpowiada rola niepokornego intelektualisty. I rzeczywiście nie ma „słusznych” poglądów, tylko własne, lubi ruch myśli, zajmuje go i paląca współczesność, i wieczna zagadka dobra i zła. Przy czym odcienie zła często wydają mu się bardziej literackie: przywołuje choćby słynną baśń Andersena „Królowa Śniegu” i postać Kaja z diabelskim szkiełkiem w oku.

Pisarzowi, zdaniem Chwina, takie szkiełko może się tylko przydać. Cóż, po poprzednim tomie dziennika pojawiły się głosy, że pisarz portretuje innych często bardzo nieprzychylnie. Tutaj również dostaje się temu i owemu, czasem w kilku zdaniach Chwin kogoś podsumowuje tak, że czytelnikowi robi się niewyraźnie. Zresztą innych ludzi jest mało – nie są istotni – ważny jest autoportret pisarza, który skrzętnie odpowiada recenzentom, wykłada znaczenie swoich książek i wygłasza sądy na wszystkie istotne dziś tematy. I jak to z takimi sądami gazetowymi jest – raz drażnią, raz zaciekawiają. Fascynująco broni Grassa czy wraca do stanu wojennego, ale już fragment o Jedwabnem jeży włos na głowie.

Całość, owszem, imponuje żywością i swadą, ale też budzi wątpliwości, czy na wszystkie tematy warto zabierać głos? Czy nie grozi to przelewaniem słów z pustego w próżne?

Stefan Chwin, Dziennik dla dorosłych, Tytuł, Gdańsk 2008, s. 472

Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną