Recenzja książki: Mirosław Nahacz, "Niezwykłe przygody Roberta Robura"

Głód legendy
Powieść pośmiertna

Losy ostatniej powieści zmarłego w 2007 r. Mirosława Nahacza były burzliwe i to zanim się ukazała. Macierzyste wydawnictwo Czarne nie zdecydowało się na publikację. Zdecydował się Prószyński, ponaglany, jak dowiadujemy się z książki, e-mailami czytelników. Tak powstała książka budująca legendę pisarza. Tymczasem ani ta książka, ani wcześniejsza twórczość Nahacza nie nadają się na podstawę legendy. Owszem, jego pierwsze powieści „Osiem cztery” czy „Bombel” pokazywały utalentowanego, poszukującego autora, choć znać w nich było jeszcze piętno stylu Stasiuka.

W „Niezwykłych przygodach Roberta Robura” Nahacz wyzwala się z przeszłości, szuka nowego głosu. Tym razem bowiem zmierzył się z miastem molochem, stworzył psychodeliczny świat kontrolowany przez Urząd i funkcjonariuszy zwanych susłami. Rządzi w nim główny scenarzysta serialu „Wściekłość i wrzask”, przy którym pracuje również tytułowy Robert Robur. Wątki i postacie pączkują z niebezpieczną szybkością, wizje wymykają się spod kontroli. Relacje pomiędzy tajemniczą sektą, Urzędem a samym Roburem wikłają się coraz bardziej. Sprawia to wrażenie, jakby Nahacz chciał ogarnąć całość rzeczywistości, zejść na dno doświadczenia, zacytować wszystkie znane książki. Chociaż i tu widać przebłyski: ładne zdania, ciekawe zalążki pomysłów narracyjnych. Wszystko to jednak ginie w chaosie. Niestety, ta legenda naprawdę nie ma czym się żywić.
 

Mirosław Nahacz, Niezwykłe przygody Roberta Robura, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 512 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną