Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Książki

Wojna i losy

Recenzja książki: Wasilij Grossman, Życie i los

Rozrachunek z totalitaryzmem stalinowskiego ZSRR

To wielka powieść. Nie dlatego, że ma bez mała tysiąc stron. Ale dlatego, że słusznie porównano ją z „Wojną i pokojem” Tołstoja. Mowa o wielkiej epopei stalingradzkiej Wasilija Grossmana „Życie i los”. Powieść zaczyna się latem 1942 r., gdy Wehrmacht prze ku Wołdze, a Stalin drakońskimi metodami szykuje się do decydującej rozgrywki. Powieść jest przemyślnie skonstruowanym splotem losów około setki ludzi z obu stron frontu – Rosjan i Niemców. Żydów i Ukraińców. Żołnierzy frontowych i jeńców wojennych. Tych niezłomnych, którzy zostaną zgładzeni, i tych gotowych do kolaboracji – jak własowcy. Matek drżących o swych synów na froncie. A także autentycznych postaci – jak Hitler i Stalin – posyłających na śmierć setki tysięcy żołnierzy, czy Adolf Eichmann posilający się salami i czerwonym winem po inspekcji komór gazowych.

Osią powieści są dzieje żydowskiej rodziny radzieckiego fizyka jądrowego Sturma. Latem 1942 r. dociera do niego przez linię frontu list od matki z getta na Ukrainie: „Twoja odpowiedź do mnie nie dotrze, bo już nie będę żyła...”. Jego własny syn z pierwszego małżeństwa niebawem zostanie ranny na przedpolu Stalingradu. Matka rzuci wszystko, by dotrzeć do lazaretu, ale zdąży już tylko wybłagać w miarę godny pogrzeb syna. Sam Sturm wpadnie niebawem w tryby NKWD i publicznie wyprze się teorii względności jako nazbyt „talmudycznej”. Wielu pisarzy napisało powieści o bitwie stalingradzkiej: Plivier, Niekrasow, Konsalik. Żadna jednak precyzją opisu i rozmachem nie umywa się do dzieła Grossmana. Są tu znakomite reporterskie epizody, jak choćby pożar Wołgi po wysadzeniu przez Niemców zbiorników albo przybycie młodziutkiej radiotelegrafistki z mieszczańskiego domu do oddziału w otoczonym przez Niemców domu. Ukochany szwagierki Sturma donosi do NKWD na jej męża, który zostaje poddany straszliwym torturom. Cały czas pisarz znakomicie wplata swe fikcyjne postaci w autentyczne wydarzenia.

Wasilij Grossman urodził się w 1905 r. w Berdyczowie. W czasie wojny był korespondentem wojennym od roku 1941, roku klęsk. Potem był w Stalingradzie i w końcu doszedł do Berlina. Jako jeden z pierwszych opisał Majdanek, Treblinkę i Oświęcim. Najpierw polecono mu sporządzić dokumentację zagłady radzieckich Żydów. Potem jednak zakazano jej publikacji. Również „Życie i los” do 1988 r. nie mogły się ukazać w ZSRR. Grossman był co prawda w latach stalinowskich pisarzem uznanym, ale jego pierwsze powieści wojenne były tylko wprawkami. „Życie i los” ukończył w 1958 r. na fali chruszczowowskiej odwilży. Książka nie miała jednak szans się ukazać. Główny ideolog partii Susłow powiedział mu w rozmowie, że ukaże się najprędzej za 200 lat. Skonfiskowano nie tylko maszynopis, ale i taśmy maszyny do pisania. Cztery lata później zmarł na raka żołądka. Jedną kopię powieści przekazał jednak przyjaciołom. Ci sfotografowali stronę po stronie i w 1984 r. powieść ukazała się w Szwajcarii. Początkowo przeszła niezauważenie.

Dziś „Życie i los” jest stawiany obok „Archipelagu Gulag” Sołżenicyna i „Doktora Żywago” Pasternaka jako jeden z najdrażliwszych rozrachunków z totalitaryzmem zarówno III Rzeszy jak i stalinowskiego ZSRR. Stalin nie jest w niej żadnym genialnym wodzem walki o wolność, lecz bezwzględnym autokratą. Ludzie radzieccy – jeśli w ogóle takie pojęcie ma sens – walczyli i ginęli, ale w końcu wygrał on i jego system, a udręczonym „ludziom radzieckim” pozostała propagandowa bajka, że zwyciężyli i przynieśli wolność tym narodom, którym Stalin – po pokonaniu Hitlera – narzucił swój system. To fundamentalne kłamstwo dało po wojnie dyktaturze stalinowskiej siłę napędową, którą Grossman w końcu uznał za fundamentalną tragedię ludzi radzieckich. A u nas „Życie i los” warto czytać razem z „Łaskawymi” Jonathana Littela, które ukazały się niedawno.

Wasilij Grossman, Życie i los, przeł. Jerzy Czech, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, s. 880 

 

Polityka 18.2009 (2703) z dnia 02.05.2009; Kultura; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Wojna i losy"
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną