Recenzja płyty: Vampire Weekend, "Contra"

Vampire Weekend – odsłona druga
Duża porcja talentu, fantazji i lekceważenia dla stylistycznych granic

Dokładnie dwa lata po swoim debiucie nowojorska grupa Vampire Weekend proponuje nam drugą płytę zatytułowaną „Contra”. Ale nic tu nie jest kontra temu, co usłyszeliśmy w ich wykonaniu w 2008 r. Zwykle po udanym debiucie następuje propozycja słabsza. Jedni upatrują przyczynę w tym, że do pierwszej płyty artysta przygotowuje się całe życie, a do drugiej, i to pod presją, dużo, dużo krócej.

Może to i prawda, ale nie w przypadku Vampire Weekend. Następną porcję swoich eklektycznych piosenek przygotowali wedle starej recepty, ale bogatsi o wiele artystycznych doświadczeń. W maszynie mieszającej znalazły się przeróżne rytmy i wpływy (rock, pop, hip-hop, muzyka afrykańska, reggae, latino, funk, house), instrumenty sztuczne, elektryczne i prawdziwe, a także duża porcja talentu, fantazji i lekceważenia dla stylistycznych granic.

Mimo tak wielu składników i, nie wahajmy się użyć tego słowa, zapożyczeń, mamy do czynienia z dziesiątką własnych kompozycji zespołu. Tu i ówdzie kłania się, na przykład, Paul Simon, ale piosenki różnią się od siebie, mają wyraźnie oryginalne melodie, pomysł, wdzięk i ciekawe teksty. Dojrzała muzyka młodych, pełnych wyobraźni ludzi.

Tylko pozazdrościć.

Vampire Weekend, Contra, XL 2010

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną