Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Muzyka

Maję znać trzeba

Recenzja płyty: M.I.A., "MAYA"

M.I.A. jest ciągle ważną postacią świata muzyki, ale nie daje już powodów, by ją kochać.

Świat pokochał M.I.A. (czyt. Maja), prywatnie Mathangi Arulpragasam, za egzotyczne pochodzenie i za bunt, odważne wyrażanie solidarności z terrorystycznymi Tamilskimi Tygrysami (sama jest córką politycznego działacza tamilskiego). Choć jest postacią z alternatywnego środowiska, została dzięki temu kolorytowi szybko przyswojona przez wielki rynek.

Dostała nominację do Oscara za piosenkę ze „Slumdoga”, a jej występ na gali Grammy – w zaawansowanej ciąży – wywołał sensację w tabloidach. To wszystko odwróciło uwagę od jej muzyki, na którą ogromny wpływ ma młody amerykański producent Diplo. Niestety, trochę już wyeksploatowany. Jego nawiązania do hip-hopu z lat 80., tandetnych syntezatorowych brzmień stają się zbyt czytelne.

Z grubsza to samo proponuje na produkowanych przez siebie płytach innych wokalistek: Robyn i Santigold. Krzykiem rozpaczy jest wzbogacanie płyty „MAYA” o różne naturalistyczne, zgrzytliwe odgłosy industrialne wszędzie tam, gdzie kończą się inne pomysły na podkreślenie alternatywności artystki.

M.I.A. jest ciągle ważną postacią świata muzyki i znać ją trzeba. Ale nie daje już powodów, by ją kochać.

M.I.A., MAYA, XL Recordings

Polityka 30.2010 (2766) z dnia 24.07.2010; Kultura; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Maję znać trzeba"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną