Muzyka

W pogoni za Amy

Recenzja płyty: Duffy, "Endlessly"

materiały prasowe
Kilka przebojowych piosenek ucieszy masową publiczność.

O rok młodsza Aimee Duffy nawet imieniem kojarzy się z Amy Winehouse. I choć walijska wokalistka podpisuje się po prostu Duffy, a na koncie ma kilka poważnych wyróżnień – włącznie z Grammy – trudno się jej będzie uwolnić od porównań z niesforną koleżanką. Muzycznie bardzo ją przypomina w jednym zasadniczym względzie: odtwarza brzmienie popu i soulu w wersji retro. Bogate, orkiestrowe aranżacje, partie sekcji dętej, a do tego dziewczęcy, lekko łamiący się głos z przesadnie (jak dla mnie) wyeksponowanym wibratem.

Całą tę stylizację Duffy posunęła na płycie „Endlessly” tak daleko, że wprawdzie kilka przebojowych piosenek ucieszy masową publiczność, a wielu pozwolą się one przenieść w wyobraźni do lat 60., ale część słuchaczy usłyszy w tym wszystkim fałsz. Ciekawe, jak odpowie na to Amy Winehouse, która podobno wreszcie pracuje nad kolejnym albumem – dopiero on nam pokaże, czy to tylko Duffy robi coś nie tak, czy może z pomysłu na pop w wersji retro zwyczajnie nie da się już nic więcej wykrzesać.

Duffy, Endlessly, A&M

Polityka 50.2010 (2786) z dnia 11.12.2010; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "W pogoni za Amy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Niemiłosierni Polacy

Dlaczego Polakom tak trudno przychodzi współczuć i pomagać słabszym, zwłaszcza bezdomnym i uchodźcom wojennym.

Ryszarda Socha
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną