Muzyka

Martini na święta

Recenzja płyty: Pink Martini, "Joy to the World"

materiały prasowe
Wszystkie utwory są pieczołowicie i chwilami zaskakująco zaaranżowane i perfekcyjnie wykonane.

Na tych stronach polecałem już bodaj trzy kolejne płyty Pink Martini, za każdym razem podkreślając muzykalność, wdzięk i różnorodność stylistyczną artystów tworzących ten zespół. Gdy jednak zauważyłem „Joy to the World”, na moment zwątpiłem. Wszak okres przedświąteczny to pora żniw dla wielu artystów, którzy na wyścigi proponują nam odgrzewane świąteczne pieśni i kolędy. Czyżby chwalona przeze mnie grupa też podłączyła się do przedgwiazdkowej koniunktury? Rzut oka na tytuły wydaje się potwierdzać to podejrzenie. Mamy nieśmiertelne „White Christmas”, jest i „Cicha noc” oraz tradycyjny „Little Drummer Boy”, a na anglosaskiego sylwestra obowiązkowe „Auld Lang Syne”.

Ale na tytułach podobieństwo do typowego muzycznego świętowania się kończy. Pink Martini przypominają, że ciekawi ich muzyka z różnych stron świata. Na płycie znalazły się też świąteczne piosenki z Ukrainy czy Chin, a także fragment opery Giuseppe Verdiego i piosenka Żydów sefardyjskich. Pink Martini ani na chwilę nie obniżają standardów i wszystkie utwory są pieczołowicie i chwilami zaskakująco zaaranżowane i perfekcyjnie wykonane.

Pink Martini, Joy to the World, Heinz Records

Polityka 51.2010 (2787) z dnia 18.12.2010; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Martini na święta"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Żyjmy Lepiej

Nie dla psa czekolada. Jak karmić, żeby nasz pupil nie tył i nie chorował

Prof. dr hab. Piotr Ostaszewski o tym, jak powinien jeść pies, żeby nie tył i nie chorował.

Anna Dobrowolska
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną