Recenzja płyty: T-Model Ford, "Taledragger"

Stary Ford wciąż na chodzie
To album pełen surowego, gitarowego bluesa rodem z Delty.
materiały prasowe

James Lewis Carter Ford, występujący jako T-Model Ford, ma trudności z określeniem dokładnej daty swoich urodzin. Zależnie od wersji, którą wybiera, urodził się gdzieś między 1920 a 1925 r. w stanie Missisipi. W przeciwieństwie do wielu innych bluesmanów, intensywnie uprawiających muzykę od dzieciństwa, Ford na poważnie zabrał się do grania dobrze po sześćdziesiątce(!), a pierwszą płytę wydał w 1997 r. Jego barwne życie obfitowało w dramaty, nie wyłączając wielokrotnych wizyt w zakładach karnych, w tym w efekcie wyroku skazującego za zabójstwo. Niedawno ukazała się jego najnowsza płyta, zatytułowana „Taledragger”.

To album pełen surowego, gitarowego bluesa rodem z Delty, ale wspartego instrumentalnie przez Hammonda czy saksofon. Pieśni wykonywane na płycie mówią o przemijaniu, nieuchronności śmierci, godzeniu się z losem. Nie ma w nich jednak pesymizmu, raczej spokój i zrozumienie, co w połączeniu z muzyką i monotonnym rytmem robi momentami wręcz hipnotyzujące wrażenie. Bardzo dobra i bardzo nienowoczesna płyta.

T-Model Ford, Taledragger, Alive Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną