Muzyka

Znów na fali

Recenzja płyty: Myslovitz, „Nieważne jak wysoko jesteśmy...”

materiały prasowe
Nad wszystkim unosi się dobrze znany klimat poetyckiej nostalgii, no i charakterystyczny wokal Artura Rojka.

Pięć lat minęło od wydania poprzedniej płyty i sceptycy zaczęli już wygłaszać opinie, że Myslovitz się wypalił i nigdy nie powtórzy osiągnięcia, jakim była „Miłość w czasach popkultury” z 1999 r. I oto teraz śląski zespół odpowiada, niby skromnie: „Nieważne jak wysoko jesteśmy”, oferując najnowszy album pod takim właśnie tytułem.

Cztery pierwsze piosenki z promującym całość singlem „Ukryte” wyraźnie nawiązują do dokonań z lat 90., choć nie są ani prostą parafrazą, ani zwykłym powtórzeniem tamtej „britpopowej” estetyki. Brzmienie jest potężniejsze, niekiedy nawet przytłacza i załamuje łatwo wpadającą w ucho linię melodyczną. Dalsza część płyty idzie w tym samym kierunku, dając efekt intrygującej psychodelii. Nad wszystkim jednak unosi się dobrze znany klimat poetyckiej nostalgii, no i charakterystyczny wokal Artura Rojka, świadomy swej specyfiki, ale unikający manieryczności. Nie da się ukryć, są naprawdę wysoko.

Myslovitz, „Nieważne jak wysoko jesteśmy...”, Chaos Management Group

Polityka 22.2011 (2809) z dnia 24.05.2011; Afisz. Premiery; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Znów na fali"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną