Recenzja płyty: Sedativa i Dawid Portasz, „I”

Reggae z kuskusem
Mariaż Sedativy z Portaszem okazał się nader szczęśliwy, zaowocował albumem, na którym – oczywiście – dominuje reggae.
materiały prasowe

Sedativa to zespół dobrze znany eksploratorom alternatywy i fanom world music. Założył go przybyły z Syrii instrumentalista i kompozytor Rami Al Ali i pewnie dlatego w ich muzyce, nawet gdy grywali kawałki dubowo-elektroniczne, zawsze silnie obecne były wpływy orientalno-arabskie. Dawid Portasz jest znakomitym, charyzmatycznym wokalistą z doświadczeniami z grającej roots-reggae grupy Jafia Namuel.

Mariaż Sedativy z Portaszem okazał się nader szczęśliwy, zaowocował albumem „I”, na którym – oczywiście – dominuje reggae, tyle że z domieszkami: trochę soulu, trochę jazzu, a także, czego można było się spodziewać, kilku fraz z tradycyjną muzyką arabską. I właśnie połączenie Bliskiego Wschodu z Jamajką okazało się chyba najbardziej intrygujące, bo dzięki temu po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że dla muzyki geografia nie musi być żadną przeszkodą.

Sedativa&Dawid Portasz, „I”, OFFside Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną