Recenzja płyty: Brathanki, "Brathanki grają Skaldów"

Skaldowie na nowo
Zabrakło tego, co wcześniej było przewagą Brathanków – umiejętnego połączenia popu z folkiem.
materiały prasowe

Zainteresowanie starym polskim bigbitem wciąż trwa i na tej fali zespół Brathanki postanowił zagrać na nowo piosenki Skaldów. Wybór szlachetny, bo spośród wielu innych rodzimych wykonawców debiutujących w latach 60. Skaldowie wyróżniali się oryginalnością brzmienia, jakością kompozycji i tekstów (pisali dla nich tacy mistrzowie, jak np. Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski czy Leszek A. Moczulski). Brathanki zmierzyły się przeto z legendą i... trochę rozczarowały. Nowe wykonania starych hitów są albo prostym odtworzeniem oryginału („Od wschodu do zachodu słońca”, „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”), albo wpadają w koleinę tzw. muzyki środka, co przypomina trochę styl polskiego musicalu typu „Metro”. Nowa wokalistka Agnieszka Dyk ma miłą barwę głosu, brak w nim jednak swoistości, która mocniej zwracałaby uwagę.

Zabrakło też tego, co wcześniej było przewagą Brathanków – umiejętnego połączenia popu z folkiem, które w przypadku piosenek Skaldów byłoby jak znalazł. No i aranżacje – owszem, fachowe, ale jakieś grzeczne, nazbyt konfekcyjne, co szczególnie uderza w „Dwudziestym szóstym marzeniu”, które w oryginale jest o niebo bardziej dynamiczne.

Brathanki, Brathanki grają Skaldów, QM Music

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną