Muzyka

Bush wrócił

Recenzja płyty: Bush, "The Sea of Memories"

materiały prasowe
Porządna produkcja i brzmienie, ale czy to wystarczy w wyścigu o uszy i serca fanów?

W 1992 r. brytyjski wokalista i gitarzysta Gavin Rossdale stworzył zespół Bush, który miał być wyspiarską odpowiedzią na amerykańską inwazję grunge’ową. Plan powiódł się do tego stopnia, że grupa podpisała kontrakt płytowy w Stanach szybciej niż w Anglii. Pierwsza płyta „Sixteen Stone” została też o wiele lepiej przyjęta za oceanem. Zespół przeżywał typowe dla świata rocka wzloty i upadki – aż do 2002 r., kiedy zapadła decyzja o jego rozwiązaniu. Wiadomo jednak, że nigdy pochopnie nie należy mówić „nigdy”. Gavin Rossdale, co prawda w zmienionym składzie, ale wznowił działalność grupy. W efekcie powstała pierwsza od 10 lat studyjna płyta zespołu zatytułowana „The Sea of Memories”. Pewnym problemem może być fakt, że autorem wszystkich piosenek jest właśnie Rossdale. Mimo widocznego starania o różnorodność utworów, wyczuwa się tę samą rękę. Dużo gitar, dużo stosowanych wcześniej pomysłów, wskazujących na konsekwentne zainteresowanie masowym rynkiem amerykańskim. Porządna produkcja i brzmienie, ale czy to wystarczy w wyścigu o uszy i serca fanów?

Bush, The Sea of Memories, Zuma Rock

Polityka 47.2011 (2834) z dnia 16.11.2011; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Bush wrócił"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Ludwika i Henryk Wujcowie – człowieka porządnego portret podwójny

Próbując zdefiniować dobro, ludzie powinni przede wszystkim ustalić, czego nie wolno, choć niby nie powinno się zaczynać od zakazów.

Katarzyna Czarnecka
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną