Muzyka

Zawirusowani

Recenzja płyty: Irena, "Neonowe obietnice"

materiały prasowe
Zespół odważnie ujawnia kompletny brak poczucia obciachu.

Debiutancki album Ireny (półfinalistów muzycznego show „Must Be The Music”) „Neonowe obietnice” dowodzi, jak łatwo w trakcie telewizyjnej przygody złapać wirusa wtórności graniczącej z plagiatem. Warszawski zespół Irena sprawia wrażenie niespecjalnie pojętnego ucznia Myslovitz – choć wzorowanie się na brit popie dawno wszystkim minęło, Irena brawurowo sięga do tego rezerwuaru, jakby przez ostatnie dwie dekady w gitarowym graniu nic się nie zmieniło.

Na tej płycie nie ma ani jednej piosenki do nawet chwilowego zapamiętania. Z jednym wyjątkiem – nowej wersji dawnego przeboju Zdzisławy Sośnickiej „Aleja gwiazd”. Nie bardzo zatem wiadomo, co nam Irena obiecuje, a jedynym wrażeniem pozostaje to, że zespół odważnie ujawnia kompletny brak poczucia obciachu.

Irena, Neonowe obietnice, Thin Man Records

Polityka 27.2012 (2865) z dnia 04.07.2012; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Zawirusowani"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Samice alfa: czego nie dostają, kogo poszukują?

Silne kobiety współczesne: z jakimi mężczyznami mają największe szanse na udany, trwały związek.

Ryszarda Socha
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną