Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Muzyka

Dylan jak burza

Recenzja płyty: Bob Dylan, "Tempest"

materiały prasowe
Jeszcze przed amerykańską premierą najnowszego albumu Boba Dylana (10 bm.) miesięcznik „Rolling Stone” zasugerował, że będzie to jego ostatnia studyjna płyta.

Miałby na to wskazywać tytuł – „Tempest” (Burza) – a tak samo nazywała się ostatnia sztuka Szekspira. Spekulacje na ten temat wciąż trwają i nie bez znaczenia jest fakt, że „Tempest” został wydany dokładnie pół wieku po płytowym debiucie Dylana. Niezależnie od tego rzeczone dzieło rzeczywiście wydaje się ważne, bo jego autor dokonuje czegoś na kształt przeglądu swoich rozmaitych muzycznych fascynacji: dużo tu archaicznego bluesa, folku, ballad nawiązujących do bardzo dawnych, jeszcze XIX-wiecznych tradycji. Przy okazji można się przekonać, że to nie tylko piosenki, bo w warstwie tekstowej zdarzają się niezwykle przejmujące utwory stricte poetyckie, jak choćby w tytułowej balladzie o tonącym statku (najpewniej „Titanicu”) czy kończącej płytę pieśni „Roll On John”, będącej rozmową z Johnem Lennonem.

A może to rzeczywiście pożegnanie z fanami i Dylan, o którym mówi się, że jest ostatnim wielkim reprezentantem amerykańskiej muzyki popularnej lat 60., wybierze się na emeryturę? Trudno przewidywać, aczkolwiek „Tempest” świadczy, że jego twórca znów sięgnął wyżyn i ten album z pewnością zalicza się do jego najlepszych dokonań. Możliwe zatem, że pogłoski o emeryturze są jednak przesadzone.

 

Bob Dylan, Tempest, SonyMusic

Polityka 38.2012 (2875) z dnia 19.09.2012; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Dylan jak burza"
Reklama