Recenzja płyty: Dean Martin, "Collected Cool"

Zamiast Kevina wybierzmy Martina
Dean Martin był showmanem, aktorem i piosenkarzem o niepowtarzalnym głosie i wdzięku. Okres jego świetności to lata 60. ubiegłego wieku, ale pamięć o artyście wciąż trwa.
materiały prasowe

Archiwa kryjące nagrania Martina zostały już dokładnie spenetrowane przez redaktorów i kompilatorów, ale okazuje się, że jeszcze dziś można fanom artysty zaproponować bardzo interesujące wydawnictwo. Jest nim czteropłytowy zestaw zatytułowany „Collected Cool”. Trzy dyski CD i jeden DVD przynoszą doskonały przegląd twórczości artysty. Są tu największe przeboje nagrane w latach 50. dla wytwórni Capitol, a także wybór piosenek zarejestrowanych w latach 60.–80. dla firmy Reprise. To jednak nie wszystko. CD numer 3 zawiera koncert, jaki dał Dean Martin w 1962 r. w Lake Tahoe. Koncert wypełniony nie tylko świetnymi piosenkami, ale i żartobliwymi zapowiedziami oraz improwizowanymi przeróbkami znanych szlagierów, jak „I Love Paris”, na potrzeby koncertu zaśpiewane z innym tekstem jako „I Love Tahoe”. Jeżeli zaś komuś nie wystarczy audio, mamy DVD z filmem dokumentującym występ artysty w Londynie. Występ, który Martin rozpoczyna, oczywiście z papierosem w ręku, piosenką o tym, jak przyjemnie świat wygląda po drinku…

„Collected Cool” to nie tylko płyty – to pięknie wydana książka album, pełna zdjęć i szczegółowych opisów wszystkich umieszczonych w zestawie piosenek. Bardzo miła alternatywa dla kolejnej świątecznej powtórki „Kevina samego w domu”.

 

Dean Martin, Collected Cool, Universal 2012

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną