Muzyka

Idiom rocka

Recenzja płyty: Clintwood, "Clintwood"

materiały prasowe
Kwintesencja rockowego grania.

Zdarzało się wielokrotnie, że dobrze znani z dawnych dokonań muzycy zbierali się w nowych składach, by nagrywać nowe płyty. Zespół Clintwood zdaje się dokładnie powielać tę historię: weterani sceny rockowej, kojarzeni wcześniej z jej dobrze osłuchanym mainstreamem (Oddział Zamknięty, Closterkeller, T. Love), stworzyli nową kapelę, by grać... rocka, oczywiście. Warto jednak przesłuchać ten ich pierwszy wspólny album, bo nie tworzy on prostej syntezy wcześniejszych upodobań, ale jest odważną próbą „ucieczki do przodu”.

Płyta „Clintwood” to oparta na nowych kompozycjach rekonstrukcja uniwersalnego idiomu rockowego, który obejmuje różne estetyki – od dawnego rock’n’rolla, poprzez art rock, po elementy metalu i punka. Daje w efekcie kwintesencję rockowego grania. Cała czwórka radzi sobie świetnie, ale polecamy zwłaszcza gitary Krzysztofa Zawadki.

 

Clintwood, Clintwood, EMI

Polityka 12.2013 (2900) z dnia 19.03.2013; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Idiom rocka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna secesyjna: arystokrata Lee kontra łachmyta Grant

150 lat temu skończyła się wojna secesyjna. Armiami stron dowodzili generałowie Robert Edward Lee i Ulisses Grant. Reprezentowali dwie bardzo odmienne wersje sukcesu z amerykańskiego snu.

Grzegorz Mathea
14.04.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną